Język – twoja tożsamość

Jakiego języka chcielibyście nauczyć swoje dzieci, gdybyście mieli taką możliwość? Pewnie rozważając to trzeba wziąć pod uwagę kilka czynników jak przydatność, skala rozpowszechnienia, łatwość. Być może też nie bez znaczenia dla niektórych będzie melodyka mowy.

Jakiś czas temu czytałem w pewnym artykule na ten temat, że wiele osób na emigracji w ogóle nie uczy swoich dzieci polskiego. Mówią, że do niczego się ich dzieciom nie przyda, bo przecież ani oni sami do Polski już nigdy nie wrócą, ani ich dzieci też nie wyjadą, żeby tam mieszkać. Ewentualne interesy można prowadzić posługując się na przykład angielskim. Szkoda więc czasu i wysiłków na polski, lepiej żeby od razu skoncentrowały się na jak najlepszej nauce tego właściwego języka, a pomóc w tym ma rezygnacja z rozmów w języku ojczystym. Sporo argumentów przeciwko nauce polskiego pojawiło się w komentarzach to tego artykułu.

Co o tym myśleć?

Opowiem Wam o kobiecie, której staliśmy się sąsiadami przeprowadzając się tu, gdzie teraz mieszkamy. Bardzo sympatyczna, mieszka tu już jakieś trzydzieści lat. Wyszła tu za mąż i urodziła małą gromadkę dzieci. Początkowo mówiła do nich po polsku, bo chociaż zdolna i szwedzki pochłaniała bardzo szybko, czuła że polska mowa, to jej naturalna mowa, a poza tym, chciała swoje dzieci nauczyć też polskiego. Coraz częściej jednak spotykała się ze sprzeciwem ze strony męża – Szweda, który pod naciskiem swojej rodziny zaczął jej dokuczać wypowiedziami typu „mów po ludzku do dzieci”. Odpuściła. I chociaż jakiś tam kontakt z polskim dzieci miały dzięki rodzinie, która regularnie odwiedzała ją i wnuki, to jednak ich znajomość języka ograniczyła się do biernego rozumienia mowy. Żadne z jej dzieci do tej pory nie potrafi nawet prostego zdania po polsku wypowiedzieć do rodziców, czy rodzeństwa swojej matki. Na szczęście polska część rodziny, chcąc utrzymywać żywy kontakt, nauczyła się trochę szwedzkiego. Komu byłoby łatwiej? Kto skorzystałby bardziej?

Warto dobrze mówić po polsku nie tylko po to, żeby od czasu do czasu móc się porozumieć z rodziną, albo będąc z wizytą w Polsce. Na Polaków można natknąć się właściwie w każdym zakątku kuli ziemskiej. Dzięki znajomości polskiego, można skorzystać z nieprzebranego bogactwa pięknej literatury napisanej właśnie po polsku i rozkoszować się czytaniem jej w oryginale, a nie przekładzie, który nigdy nie odda w całości ducha tego, co pisał autor, bo jak w innym języku przeczytać „Pana Tadeusza”, Trylogię i wiele innych dzieł?

Podobno każdy mieszkaniec Ziemi jest zdania, że jego język jest najpiękniejszy. Nawet jeśli nie każdy, to ja stanowczo należę to tych, którzy tak twierdzą. Polski język jest jednym z najpiękniejszych i najbogatszych, i jestem zdania, że wpojenie go swoim dzieciom, to podstawowy obowiązek każdego polskiego rodzica na emigracji.

Małe – wielkie kroki

Niedawno Eyja zrobiła pewien przełom. Do tej pory albo ze wszystkimi próbowała rozmawiać po polsku, albo ogarniała ją nieśmiałość i wtedy nic nie mówiąc usuwała się w kącik. Z początku byliśmy tym trochę zmartwieni, bo jak sobie poradzi ze szwedzkim? Jak będzie wyglądać na tle rówieśników? Teraz jest inaczej. Nie tylko z przedszkolankami już mówi po szwedzku, ale też z innymi dziećmi w przedszkolu, z sąsiadami, a nawet zaczepia obcych, spacerujących z pieskami, pytając ich czy może pogłaskać i jak się wabi. Tym bardziej mamy z tego radochę, że robi to przy babci, która nic ze szwedzkiego nie rozumie. Eyja czuje się przy tym bardzo ważna, bo może tłumaczyć niektóre zdania. Nie wiemy na ile te jej tłumaczenia są wierne, a ile sobie zmyśla, bo nie można tego na miejscu zweryfikować, ale z późniejszych rozmów z nami w domu wynika, że rozmawia do rzeczy i tłumaczy babci dość wiernie :)

Masaż

Jakim dobrodziejstwem jest masaż relaksacyjny doświadczyłem, kiedy Żoneczka po ukończonym kursie postanowiła trochę popraktykować na mnie. Fakt, dla masażysty jest to godzina nielekkiej pracy, ale dla osoby masowanej taki masaż jest jak naładowanie baterii do pełna. Nawet po ciężkiej, długotrwałej pracy człowiek czuje, że zaczyna tryskać energią zaraz po wykonanym masażu. Żadna kawa, czy inny napój pobudzający nie daje takich efektów jak masaż. Polecam ;)

Ale nie o takim masażu chciałem dziś pisać, a o masażu Shantala. Już ponad rok, prawie codziennie robimy naszej córeczce taki masaż i myślę, że jest to jedna z przyczyn jej dobrego samopoczucia, dlatego bardzo polecam wszystkim spróbować.

Jak masować dziecko? W Internecie można znaleźć sporo na ten temat, ale jedną z najlepszych stron jest ta:
http://www.shantala.pl/baby/

Czy nauczenie się wykonywania takiego masażu jest trudne? Nie. Tego może się nauczyć każdy rodzic, tak jak noszenia noworodka. Niektórzy może na początku boją się wziąć noworodka na ręce, żeby nie zrobić mu krzywdy, ale wystarczy odpowiednia wiedza i koncentracja, a na pewno nic się nie stanie. Podobnie jest z masażem – nie można dziecku zrobić krzywdy delikatnym masażem. Z czasem nabiera się wprawy i zaczyna wychodzić dużo lepiej.

Po co masować dziecko? Przecież większość z nas nigdy nie była masowana i całkiem dobrze funkcjonujemy. Okazuje się, że taki masaż ma wiele zalet. pomaga w uregulowaniu snu, poprawia trawienie, wycisza, uspokaja, podnosi świadomość własnego ciała i w ten sposób wzmaga poczucie bezpieczeństwa, poprawia, wzmaga więzi z rodzicem i rodzica z dzieckiem, podnosi odporność organizmu, stymuluje układ hormonalny, żeby wymienić tylko niektóre.

Jak często masować? My masujemy codziennie rano na pobudkę. Ponieważ pracuję bardzo blisko swojego domu, na każdą przerwę śniadaniową i obiadową jestem w domu i wtedy budzę Eyję masażem. Jak reaguje? Różnie, ale zawsze pozytywnie. Czasem budzi się od razu, a niekiedy jeszcze jakiś czas się przeciąga, ale najwyżej po pięciu minutach jest już radosna na nogach, wchodzi mi na ręce i idziemy do kuchni wspólnie robić kawę i herbatę. Również po poobiednich spacerach, kiedy Eyja ucina sobie godzinną drzemkę, budzę ją w ten sposób. To taki nasz sposób, ale każdy kto chce spróbować, może do tego podejść indywidualnie.

Ludzie nauki, którzy badają wpływ takiego masażu na rozwój dziecka stawiają ten zabieg na równi z noszeniem dziecka na rękach, rozmową z nim, czy zabawą. My chętnie z tego korzystamy i wierzymy, że to jedna z wielu rzeczy, które będą miały pozytywny wpływ na jej przyszłość.

Do… kończ

Od kilku dni mamy wszyscy świetną zabawę z Eyją. Rozpoczynamy jakieś słowo, ale nie wypowiadamy ostatniej sylaby, a ona kończy. Nasza zabawa właściwie zaczęła się ponad miesiąc wcześniej przez przypadek, kiedy siedząc przy stole Eyja bawiła się tabletem z kotem Gingerem (darmowym appem), który powtarza to, co się do niego mówi. Kiedy coś się mówi, kot nastawia ucho, do ucha przystawia łapkę i uważnie patrzy (tablet wtedy nagrywa dźwięk, a kiedy dźwięk się kończy, odtwarza go zmienionym, wyższym głosem). Program jest dość zabawny, jednak nie zawsze kot czeka na koniec wypowiedzi i wtedy powtarza tylko fragment zdania. Pewnego razu tak się zdarzyło, że Szachista powiedział do Eyji „jedz zupkę”. Kot Ginger powtórzył tylko „jedz zup…” a Eyja dokończyła „…kę”, co bardzo nas rozśmieszyło.

Kilka dni temu bawiliśmy się w  ten sposób podczas wieczornego przebierania. Zaczęło się od części ciała, które akurat ubieraliśmy w piżamkę i poszło tak:

My         -nóż…

Eyja       -ki

My         -rącz…

Eyja       -ki

My         -kolan…

Eyja       -ka

My         -łokiet…

Eyja       -ki

My         -ocz…

Eyja       -ka

My         -nos…

Eyja       (tu była trochę niepewna, bo „nos” to przecież pełny wyraz, ale z naszą pomocą poszło)-ek

My         -usz…

Eyja       -ka

My         -policz…

Eyja       -jeden… (reszty nie zdążyła z powodu naszego śmiechu, bo miało być policzki, a zaczęła liczyć)

Chociaż, na co dzień wiem, że Eyja dużo mówi, to jednak w tej zabawie okazuje się jak bardzo dużo. Ona po prostu zna ogromną większość wyrazów używanych w naszej potocznej mowie.

Ojciec wzrokiem sterowany

Jak to się dzieje, że dziecko niemalże zaraz po urodzeniu wychwytuje wzrok rodziców? Jak to się dzieje, że patrzy prosto w oczy i wie, że te oczy patrzą na nie? Zawsze mnie to zdumiewało. Zawsze byłem zafascynowany niezwykłymi zdolnościami dziecka, które przecież są „zwykłe”.
Nie pamiętam, bo i nie mogę, czy ja sam jako dziecko patrzyłem w oczy rodziców, ani czy oni wpatrywali się w moje oczy, ale pamiętam jedną bardzo fajną zabawę. To była zabawa w sterowanie wzrokiem. Oczywiście ja sam jako strona bierna nie byłem tego świadomy, ale strona czynna, czyli moja rodzicielka była. Zabawa polega na noszeniu dziecka tam, gdzie dziecko z ciekawością patrzy. Ja musiałem już być dość duży, kiedy zdarzało mi się, że byłem tak noszony, bo nieliczne szczegóły z tej zabawy pamiętam. Pamiętam jak byłem noszony po pokoju, pamiętam wielką szafę, a w niej klucz. Pamiętam, że lubiłem nim kręcić i że w drugich drzwiach szafy był podobny klucz, ale z innym kółeczkiem. Pamiętam też, że mama chętnie otwierała wszystkie możliwe drzwi w szafie i niedostępne dla mnie przedmioty stawały się dostępne i bardziej oswojone. Kiedy sam zostałem ojcem, a mój syn był na tyle duży, że jego oczy zaczęły z ciekawością patrzeć dookoła, gdzie tylko się dało nawieszaliśmy różnych zabawek, żeby go do nich nosić. Jedną z ulubionych przez niego, wiszących zabawek były spiralnie zawieszone na żyłkach szklane dzwoneczki, które wisiały pod lampą umieszczoną we wnęce pokoju dziennego. Kiedy go brałem na ręce, od razu kierował wzrok na dzwoneczki. Podchodziłem z nim wtedy do zabawki i mówiąc do niego „bach w dzwoneczki”, kierowałem nim tak, żeby jego wyciągnięte rączki lekko uderzyły w zabawkę, która wtedy wydawała dźwięk. Później sam wyciągał z radością rączki.

Eyja od samego początku bardzo lubiła rozglądać się po mieszkaniu. Zagląda na wszystkie półki, ogląda grzbiety książek, ozdóbki, wazoniki, w pokoju dziennym rzeźbione z drewna koty z kolekcji żony… dzwoneczki też ma. Do tej pory to jedna z naszych najbardziej ulubionych zabaw. Gdzie spojrzy, tam idziemy – do półek, do szafek, do okna – chętnie patrzy przez okno na drzewa, ptaki i przejeżdżające samochody, w sypialni wchodzimy na łóżko i na stojąco oglądamy półkę, a na niej książki i ozdóbki, które moja żona zbiera od lat. Wywieszone na ścianach obrazy, zdjęcia i małe obrazki z pozytywnie nastrajającymi hasłami. Eyja bardzo lubi się przyglądać rybom w akwarium. Mając cztery miesiące, po dwókrotnym powtórzeniu przeze mnie słowa ryby wraz z gestem wskazującym, zapamiętała to i później niemal odruchowo spoglądała na akwarium…
No i jak to kobieta uwielbia patrzeć w lustro. Odnalezienie własnych oczu w odbiciu lustra nie było dla niej problemem już w pierwszym miesiącu życia. Już za pierwszym razem przyglądała się swoim oczom kilkusekundową chwilę. Od tamtej pory zagląda w każde lustro – w domu, u lekarza, w sklepach, wszędzie, gdzie wypatrzy jakiekolwiek lustro, półkuliste zawieszone pod sufitami w sklepach też. Niedawno byliśmy w sklepie ze wszystkim dla dzieci. Bywa, że kiedy mamy dużo czasu, rozłączamy się z żoną i każde z nas idzie w inną część sklepu, bo żona jest wtedy pochłonięta zakupami, a my naszą zabawą i Eyja lubi wtedy zajrzeć w samodzielnie wybrane kąty. Pewnego razu podczas tak robionych zakupów, idąc powoli z Eyją na rękach tam, gdzie spoglądała, bacznie śledziłem jej obiekty zainteresowania. Patrzyła po półkach, ubraniach, wózkach… (w sklepach pozwalam na dotykanie tylko nielicznych rzeczy takich jak np. z wyprzedaży, bo czy w domu, czy gdzie indziej, są rzeczy, których dotykać nie należy i staram się jej to wpoić). Patrzyłem za jej wzrokiem wszędzie, ale nie zwracałem uwagi na jakiś niedziałający ekran telewizora, który zwykle wyświetla reklamy. A ona… Co w nim zobaczyła? Mnie i siebie. Chyba bym tego nie zauważył, gdybym nie poczuł, że znieruchomiała. Spojrzełem na czarną, gładką powierzchnię i zobaczyłem jej roześmiane oczy i uśmiech od ucha do ucha.
Niedawno moja żona wyczytała zachętę do takich zabaw w pewnej mądrej książce pt.„Att leva tillsammans med barn” – „Żyć razem z dzieckiem”: Kiedy u dziecka wzrasta zdolność koncentracji uwagi, możesz upatrywać sytuacje, w których ty i dziecko możecie obserwować coś razem. To może być np. zabawka, tablica na ścianie, czy lampa. Większość rodziców robi to zupełnie naturalnie. To się nazywa „triangulacja” i znaczy, że ty jako rodzic wprowadzasz w grę między siebie a dziecko trzecią rzecz. Zanim dziecko skończy rok, wspólna obserwacja czegoś, co pokazujesz jest łatwa. Bardzo dobrze jest, jeśli zauważasz co przykuwa uwagę dziecka. Możesz wtedy porozmawiać o tym, na co patrzycie. Dziecko będzie wtedy patrzyło przemiennie na ciebie i przedmiot rozmowy. W ten sposób, w czasie wspólnych przeżyć nawiązuje się świetny kontakt, w czasie którego dziecko ciągle uczy się czegoś nowego o otaczającym nas świecie.
Pokaż, że rozumiesz co dziecko próbuje ci przekazać. To daje dziecku inspirację i pewność, że zawsze może wyrazić to, co chce.

Na dzień dzisiejszy Eyja nieźle już raczkuje. Jak to szybko zleciało. Jeszcze ze dwa tygodnie
temu ledwie się wspinała na czworaka. Jeśli ktoś z Was filmuje postępy swojego dziecka, radzę nie zwlekać, bo z tygodnia na tydzień bardzo wiele może się zmienić. Poza tym, samodzielnie wstaje przy meblach i trzymając się potrafi tak stać długą chwilę, albo zaczyna się na nie wspinać. Pozwalam jej na takie wspinaczki i na asekurowane upadki, bo lepiej żeby się bezboleśnie nauczyła upadać, niż na skutek zakazów straciła entuzjazm.
Eyja około czterech miesięcy temu zaczęła ząbkować i dziś ma już wszystkie cztery jedynki. Dziś przy obiedzie śmialiśmy się z żoną do łez, kiedy jedząc swoje danie tańczyła i do rytmu zgrzytała zębami.
O mowie i innych dźwiękach z ust Eyji opowiem w innym wpisie.