Wakacje

Rok bez wakacji, to rok stracony, a już na pewno nie taki, jak z wakacjami. Wakacje się po prostu należą każdemu dzieciakowi. I chociaż za każdym razem na zawołanie „dzieciaki!”, Szachista odpowiada w ten sam sposób: „jeden dzieciak”, to i tak dla nas wciąż jest dzieciakiem, bo dużo z dzieciaka w nim pozostało, mimo wieku. Ja sam w pewnych obszarach też czuję się dzieciakiem, bo przecież „w każdym mężczyźnie siedzi mały chłopiec”. A w kim z nas nie siedzi? :)

W poprzednich latach, od kiedy urodziła się Eyja, bywało różnie, ale takich prawdziwych wakacji nie mieliśmy. Rok temu cały urlop poświęciłem pracy, którą po prostu musiałem wykonać, chociaż cały czas przypominały mi się słowa mojego kierownika sprzed lat, który mówił, że urlop powinien być urlopem. „Urlop jest wypoczynkowy, nigdy nie poświęcaj go na remont, czy podobne zajęcia…” Miał rację, a ja w zeszłym roku wraz z rodziną straciłem tę cenną, wspólną chwilę.

W tym roku było inaczej. Wszystko inne, to co pilne dokończyłem wcześniej, a to, co mniej ważne poprzekładałem, zaplanowaliśmy wyjazd i… udało się :) Byliśmy trochę nad polskim morzem, trochę w górach – w ulubionej Szklarskiej Porębie, trochę na wycieczkach w sąsiednich Niemczech i Czechach w ciekawych, pięknych miejscach. Głównym celem wyjazdu było pokazanie Eyji Polski, fajnych miejsc w niej, stworzenie możliwości rozmawiania z szerszym otoczeniem w języku polskim. To też się udało. Kilka ciekawszych szczegółów z wycieczki postaram się opisać w następnych postach.

Teraz, co prawda jeszcze nie planuję, ale już myślę o następnym roku i urlopie, bo przecież „znów będą wakacje…” :)

Depresja ojców

O tym, że matki zapadają na depresję w związku z urodzeniem się dziecka wiadomo od dawna. Ale o tym, że również ojcowie mogą z tego powodu czuć się źle, mówi się rzadko. Najnowsze badania przeprowadzone przez Karolinska Institutet pokazują, że nawet 15 procent świeżo upieczonych ojców w regionie Sztokholmu może mieć symptomy depresji.
Taką wiadomość podało dla dni temu Sveriges Radio P1, a później również telewizyjny Rapport.

No tak, młodemu małżeństwu wraz z dzieckiem dochodzi mnóstwo zajęć z nim związanych. Brakuje czasu dla siebie, nie mówiąc o należytym wypoczynku, tata, o ile chce być dobrym tatą nie może już tak często spotykać się z kolegami… Mama zajęta dzieckiem może nie zwracać uwagi na potrzeby męża, koniec z dawnym stylem życia… błahe przyczyny, prosta sprawa!

Czy o tym się mówi w szkole na zajęciach przygotowujących do życia w rodzinie? Może chłopcom też powinno się rozdawać na jakiś czas specjalne lalki-roboty, które trzeba przewinąć, nakarmić kilka razy dziennie i ze trzy razy w nocy, ukołysać do snu, przytulić, uspokoić, ubrać, wyjść na spacer, a po tygodniu takiego treningu sprawdzić rezultaty i pomóc wyciągnąć wnioski? Może to by spowodowało trochę większą świadomość przed założeniem prawdziwej rodziny? Może byłoby mniej depresji nie tylko wśród ojców, ale i wśród matek? Kilka lat temu nawet w telewizji można było usłyszeć o takich projektach względem dziewcząt, ale ostatnio sprawa przycichła.
Ale czy rzeczywiście sprawa jest tak prosta, a powody depresji ojców są tylko tak błahe i oczywiste?

Jonas Rasmussen, mieszkaniec Lund zapadł na depresję zaraz po tym jak został ojcem i przez trzy lata czuł się źle zanim otrzymał pomoc. W wywiadzie powiedział, że sam nie wiedział dlaczego tak się czuł. Kochał żonę i dziecko, ale nienawidził być rodzicem. Określił siebie jako osobę o dużej potrzebie samokontroli i z dużymi wymaganiami wobec siebie i kiedy pojawiło się dziecko, nagle przybyło dużo obowiązków, których nie mógł ogarnąć, co okazało się główną przyczyną jego depresji według lekarzy.

Ze dwa, może trzy tygodnie wcześniej będąc na poobiednim spacerze z córką, zgadaliśmy się z żoną na temat naszej obecnej sytuacji. Wspominaliśmy czas, kiedy Eyja była tylko w nieśmiałych planach, że przecież było nam całkiem nieźle, że mieliśmy dość spokojne, w miarę dostatnie życie. Nie brakowało mnie w domu. Często jeździliśmy na wycieczki, prawie wszystkie weekendy spędzaliśmy miło i rodzinnie najczęściej poza domem. Prawie zawsze mogliśmy się wyspać… A teraz? Urwanie głowy, właściwie dwóch głów, bo z tak żywotnym dzieckiem to czasem we dwójkę trudno dać radę, chodzimy ciągle przemęczeni, niewyspani, . „I po co nam to było?” Wzdychamy ze śmiechem. Jak to po co? Przecież to spełnienie naszych marzeń! Przecież niedługo będzie można żyć tak, jak do tej pory żyliśmy, ale z nią! Jeździć na takie same wycieczki, nawet w te same miejsca, ale z nią! Pokazywać jej świat, który nie tak dawno pokazywaliśmy Szachiście! Teraz te wszystkie miejsca będzie można odwiedzić jeszcze raz i to z nią! Nowe też.
Przecież już teraz czerpiemy wiele radości z jej istnienia, z jej obecności przy nas, z jej wspaniałych postępów, z jej radości.

Podobno depresja może dopaść każdego. Ale czy tego typu depresja może dopaść mnie? Bardzo wątpię. Ja uwielbiam być ojcem. Pamiętam jednak moje wielkie obawy, kiedy dowiedziałem się o pierwszej ciąży. Trochę się bałem czy podołam finansowo, ale to była najmniejsza obawa. Najbardziej bałem się, że nie będę potrafił przekazać mojemu dziecku wartości i ideałów, które chciałem a zamiast tego przekażę wady i braki, których u siebie nie znoszę. Teraz z perspektywy czasu wiem, że te obawy były większe niż trzeba.