Masaż

Jakim dobrodziejstwem jest masaż relaksacyjny doświadczyłem, kiedy Żoneczka po ukończonym kursie postanowiła trochę popraktykować na mnie. Fakt, dla masażysty jest to godzina nielekkiej pracy, ale dla osoby masowanej taki masaż jest jak naładowanie baterii do pełna. Nawet po ciężkiej, długotrwałej pracy człowiek czuje, że zaczyna tryskać energią zaraz po wykonanym masażu. Żadna kawa, czy inny napój pobudzający nie daje takich efektów jak masaż. Polecam ;)

Ale nie o takim masażu chciałem dziś pisać, a o masażu Shantala. Już ponad rok, prawie codziennie robimy naszej córeczce taki masaż i myślę, że jest to jedna z przyczyn jej dobrego samopoczucia, dlatego bardzo polecam wszystkim spróbować.

Jak masować dziecko? W Internecie można znaleźć sporo na ten temat, ale jedną z najlepszych stron jest ta:
http://www.shantala.pl/baby/

Czy nauczenie się wykonywania takiego masażu jest trudne? Nie. Tego może się nauczyć każdy rodzic, tak jak noszenia noworodka. Niektórzy może na początku boją się wziąć noworodka na ręce, żeby nie zrobić mu krzywdy, ale wystarczy odpowiednia wiedza i koncentracja, a na pewno nic się nie stanie. Podobnie jest z masażem – nie można dziecku zrobić krzywdy delikatnym masażem. Z czasem nabiera się wprawy i zaczyna wychodzić dużo lepiej.

Po co masować dziecko? Przecież większość z nas nigdy nie była masowana i całkiem dobrze funkcjonujemy. Okazuje się, że taki masaż ma wiele zalet. pomaga w uregulowaniu snu, poprawia trawienie, wycisza, uspokaja, podnosi świadomość własnego ciała i w ten sposób wzmaga poczucie bezpieczeństwa, poprawia, wzmaga więzi z rodzicem i rodzica z dzieckiem, podnosi odporność organizmu, stymuluje układ hormonalny, żeby wymienić tylko niektóre.

Jak często masować? My masujemy codziennie rano na pobudkę. Ponieważ pracuję bardzo blisko swojego domu, na każdą przerwę śniadaniową i obiadową jestem w domu i wtedy budzę Eyję masażem. Jak reaguje? Różnie, ale zawsze pozytywnie. Czasem budzi się od razu, a niekiedy jeszcze jakiś czas się przeciąga, ale najwyżej po pięciu minutach jest już radosna na nogach, wchodzi mi na ręce i idziemy do kuchni wspólnie robić kawę i herbatę. Również po poobiednich spacerach, kiedy Eyja ucina sobie godzinną drzemkę, budzę ją w ten sposób. To taki nasz sposób, ale każdy kto chce spróbować, może do tego podejść indywidualnie.

Ludzie nauki, którzy badają wpływ takiego masażu na rozwój dziecka stawiają ten zabieg na równi z noszeniem dziecka na rękach, rozmową z nim, czy zabawą. My chętnie z tego korzystamy i wierzymy, że to jedna z wielu rzeczy, które będą miały pozytywny wpływ na jej przyszłość.

Pytanie :)

Nasza sąsiadka – poczciwa ponad siedemdziesięciolatka wiedziała o naszych problemach najwięcej. Wiedziała o Danielku, wiedziała o Szachiście, wiedziała o tym, że po długich staraniach o dziecko straciliśmy nadzieję na własne i zaczęliśmy się starać o adopcję. Bardzo rzadko bywała w swoim mieszkaniu a co za tym idzie u nas, bo lubi pomieszkiwać w różnych miejscach, ale kiedy już przyjeżdża tu, gdzie mieszkamy, zawsze nas odwiedza i rozmawia. Ma w zwyczaju mówić głośno i zawsze jest bardzo spontaniczna. Rozmowom nie ma końca. Zawsze podejmuje życiowe tematy, a najczęstszym tematem są dzieci. Dużo wtedy rozmawialiśmy o adopcji i wszystkich troskach i problemach z tym związanych. Wtedy wręcz tylko tym żyliśmy. Sama też dużo opowiadała o swoich problemach. Jej przyszywana wnuczka odeszła nagle. SIDS. Mimo, że nie jest to jej prawdziwa rodzina, ona bardzo to przeżywała i nadal przeżywa. Była bardzo związana z tą maleńką dziewczynką.

Nasza sąsiadka zniknęła pewnego razu na okres dłuższy niż zwykle. Sami nie zdawaliśmy sobie sprawy jak długo jej już nie widzieliśmy, kiedy zeszłego lata zobaczyliśmy charakterystycznie idącą postać. Wychodziliśmy wtedy z pobliskiej kawiarni z lodami w rękach, pchając wózek z naszą siedmiomiesięczną córeczką. Ona szła w towarzystwie kilku dorosłych, to chyba była jej rodzina. My z żoną, dziećmi i ich babciami. W ogródku kawiarni wszystkie stoły zajęte przez chłodzących się lodami gości. Nie było zbyt gwarno, może przez ten rozleniwiający upał. Sąsiadka na nasz widok bardzo spontanicznie zaczęła na skróty zmierzać w naszym kierunku, żeby się z nami przywitać i jak zwykle pogadać. Głośno przywitała się z nami jeszcze z daleka, czym przykuła uwagę siedzących w ogródku. Kiedy zobaczyła wózek, a w nim naszą córeczkę, nie bacząc już na otoczenie zaczęła z radości wykrzykiwać, czym przykuła już uwagę wszystkich obecnych, ale w ogóle tego nie widząc spytała:
- A ta panienka skąd się wzięła?!
- Z brzucha! – odpowiedziała rezolutnie moja żoneczka.
My zaczęliśmy się śmiać, bo wiedzieliśmy o co chodzi, ale wszyscy inni zbaranieli.

Podobno każdy ma swój…


…kawałek cienia

Eyja próbuje już powtarzać wszystkie słowa, które jej się podobają, a jest tego dużo, tak dużo, że już nie potrafię zliczyć. We wtorek zaskoczyła nas wszystkich, tzn. najpierw mnie, bo zdążyłem zapomnieć, że przeważnie wchodząc do domu liczyliśmy schody… więc policzyła sama: „jeden… dwa… tsz…” ale wtedy byłem z nią sam na sam, więc wszyscy myśleli, że przesadzam. Ale w środę policzyła paluszki: „jeden… dwa… tsz… tery… mięć” :)
- Pięknie Eyja!
- Mięknie – potwierdziła Eyja :)

Tancerka Eyja

Jeszcze w szpitalu, kiedy na oddziale BB pierwszy raz usłyszała muzykę z telewizora będąc jeszcze w pozycji leżącej na moich rękach, poczuła moje odruchowe kołysanie do taktu. Od tamtej pory zawsze „tańczyliśmy” w ten sposób do mojej ulubionej muzyki różnego rodzaju. Zdarzało się często, że tańczyliśmy tak długo, aż zasnęła. Mimo, że byliśmy z żoną do tego jakby przyzwyczajeni, było dla nas radosnym zaskoczeniem to, że słysząc pierwsze takty muzyki, zaczynała podrygiwać do rytmu nawet będąc sama. Teraz słysząc muzykę, z błyskiem w oczkach zanczyna radośnie podrygiwać niezależnie gdzie się znajduje, czy w jakiej jest pozycji – na rękach, w krzesełku, w chodziku. Ostatnio do podrygiwania w takt dołożyła także czarujące gesty rączkami.
Jeszcze w szpitalu, chyba drugiego dnia zaczęła „mówić”, chociaż to należałoby raczej nazwać wydawaniem dźwięków. Pierwszym takim słowem było „Eja”. Powtarzała to seriami – „Eja, eja, eja…”. No to niech będzie Eyja, bo i temperament ma niczym Eyjafjallajökul.
Eyja z każdym miesiącem swojego radosnego życia coraz bardziej zachwyca. Kiedy miała miesiąc, udaliśmy się z nią na badania. W gabinecie, na polecenie lekarki położyliśmy córeczkę na dość wysokiej kozetce ustawionej w poprzek pokoju tak, że można było ją obejść tylko z lewej strony. Do kozetki podeszła lekarka, obok niej pielęgniarka, ja i żona po prawej stronie od nich. Ponieważ zrobił się tłok, postanowiłem przejść na drugą stronę. W momencie, kiedy przechodziłem, lekarka dźwignęła córeczkę za rączki do pozycji siedzącej. To badanie nie było dla nas zaskoczeniem, widzieliśmy takie coś już wcześniej, jakiś tydzień przed tą wizytą byliśmy u pielęgniarki, która też tak zrobiła. Zaskakujące było coś innego. W momencie, kiedy córeczka była podnoszona przez lekarkę zauważyła, że ja idę dookoła. Nie wiodła za mną wzrokiem, nie obróciła głowy w prawo za mną, ale po chwili, kiedy już stanąłem za nią trochę z jej lewej strony, błyskawicznie obróciła się w lewo i w ułamku sekundy spojrzała na mnie, doskonale wiedziała gdzie stanąłem. „Fantastycznie!” – prawie wykrzyknęła lekarka – „świetna orientacja w przestrzeni, nieczęsto się widzi coś takiego”. Ja wiedziałem wcześniej, że córka ma dobrą orientację, ale ten moment też był dla mnie zaskakujący. I będzie niezapomniany.
Eyja „czaruje” ludzi. Przyciąga ich wzrokiem. Kiedy spotykamy się ze znajomymi, których ona widzi pierwszy raz, wybiera sobie jedną osobę, której przez kilka minut bacznie się przygląda z bardzo poważną miną. Drugą osobę zostawia sobie „na później” ;) Zrobiła tak już wiele razy, więc dla nas to nie pierwszyzna. Ale dla naszych rozmówców to zawsze coś nowego. W pewnym momencie niektórzy zauważają, że nie mogą dłużej skupić się na rozmowie z nami. Przyciąganie uwagi zadziałało i teraz muszą też trochę pogadać do niej. Któregoś dnia żona karmiła Eyję w barze. Jak zwykle okazało się, że bardziej niż jedzenie, Eyję interesują ludzie. Im więcej wysłanych uśmiechów, tym lepiej. Im więcej ludzi odpowiedziało uśmiechem, tym lepiej. Szczególnie upatrzyła sobie pewnego młodego faceta siedzącego przy sąsiednim stoliku. Co chwilę na niego patrzyła i się uśmiechała. W końcu tamten, chociaż najpierw odpowiadał uśmiechem, po jakimś czasie się speszył i nie mógł spokojnie dokończyć jedzenia. Po powrocie żona opowiedziała mi tę sytuację i dodała z uśmiechem, że jeśli kiedyś przyjdzie mi do głowy rozwód, to Eyja szybko się postara o nowego tatusia.
Na dzisiaj mogę zdecydowanie powiedzieć, że Eyja jest zdrową, normalnie rozwijającą się dziewczynką i jak narazie nie ma śladu cech autystycznych. A ja jeszcze nigdy tak dobrze się nie czułem. Czuję się jakby tym razem szczęście kopnęło mnie z całą swoją radosną siłą w tyłek. Czuję się szczęśliwy, że nam się udało. Cieszymy się jej obecnością każdego dnia. Owszem, problemy też są, ale są tak małe, tak malutkie, że to żadne problemy. To problemy zwykłe, których nawet wspominać nie warto.
Teraz najważniejszy jest jej taniec.