Najlepszy ojciec

„Världens bäste pappa” – najlepszy tata na świecie. To zdanie jeszcze kilka lat temu budziło we mnie niechęć. Jak można okrzyknąć jednego tylko człowieka na świecie najlepszym? Już samo brzmienie tego zdania wywoływało we mnie poczucie niesprawiedliwości i pewnego rodzaju pychy. Nikt przecież nie jest doskonały, nikt nie zasługuje na takie miano. Moje negatywne odczucie jeszcze wzrosło, kiedy dowiedziałem się o możliwości zakupu koszulki z takim napisem.

vbpO nie, przecież żaden skromny człowiek by takiej koszulki nie założył – myślałem. A kiedy w radiu zaczynali coś mówić o kolejnym „najlepszym tacie na świecie”, słuchałem tego z politowaniem. Do czasu…

Jakiś czas temu pewna młoda kobieta opowiedziała o swoim ojcu, który uratował jej życie tracąc własne. Byli we dwoje na plaży, kiedy z daleka zobaczyli, że w ich kierunku szybkim krokiem idzie nieznany im mężczyzna. Wyjął nóż i rzucił się do ataku na dziewczynę. Ojciec ją zasłonił sobą.

I wtedy pierwszy raz w życiu zgodziłem się z tym stwierdzeniem. To rzeczywiście był najlepszy tata na świecie. Później długo myślałem o ich więzi. I o więzi tych innych ojców ze swoimi dziećmi, które tak chętnie nazywają ich najlepszymi i tak chętnie kupują im w prezencie koszulkę z takim napisem. Może niekoniecznie będą stawać do konkursu o tytuł, ale dla ich dzieci może rzeczywiście są tak bezcenni? Zacząłem się zastanawiać czy kiedyś i ja chociaż raz zostanę tak nazwany. Czy chciałbym? Pewnie! Kto by nie chciał? Chyba każdy w miarę normalny, nieprzypadkowy ojciec chciałby kiedyś tak właśnie zostać nazwany. I nie specjalnie przed innymi, i nie na pokaz, ale tak szczerze z ust dorosłego już

Stacja węzłowa

Życie jest jak podróż pociągiem. Podróż w jedną stronę. Pociąg mknie raz z mniejszą, raz z większą prędkością, ale skutecznie i tylko do przodu. Nawet, kiedy zatrzymuje się na stacjach, to i tak tylko na chwilę i zaraz rusza.

Dziwny ten rok.

Od jakiegoś czasu dochodzi do mnie, że właśnie teraz jestem mniej, więcej w połowie swojej planowanej podróży. Mam 44 lata – dokładnie tyle, ile miał mój ojciec, kiedy jego podróż skutecznie i nieubłagalnie dobiegła końca. Długość jego podróży nie była szczególna. Niewiele go znałem. Nigdy z nim tak naprawdę nie rozmawiałem, a raczej on ze mną. To wszystko, co było, kiedy byłem mały i mieliśmy jakąkolwiek szansę na nawiązanie bliskiej więzi – to wszystko zostało zaprzepaszczone. Mój ojciec nie umiał żyć. Nie szanował w życiu niczego. Ani nikogo. Nie umiał się cieszyć z tego, co miał. Z rodziny, którą jakimś cudem (a raczej przypadkiem) założył. Nie umiał się cieszyć ze swojego syna. Był entuzjastą przysłowia: „Jak się kobiety często nie bije, to jej wątroba gnije” i w pewnym kulminacyjnym czasie, tak bardzo dbał o zdrowie wątroby mojej matki, że w końcu związek się rozpadł.

Czy mam jakieś przyjemne wspomnienia ze swojego dzieciństwa związane z ojcem? Tak. Mimo wszystko mam takie, chociaż było ich może tyle, co palców u jednej ręki. Pamiętam, jak miałem ze cztery lata, długopisem na kartce narysowałem lwa. On go wyciął nożyczkami i przykleił na ścianie :) To miłe wspomnienie. Pamiętam też, że jeszcze wcześniej dawał mi długopis, a ja robiłem różne rysunki na jego plecach, chociaż to sobie przypomniałem dopiero po niedawnych rozmowach na ten temat z moją rodzicielką. Jednym z najlepszych moich wspomnień było to, że nauczył mnie prowadzić samochód. Był to Star 200 ze wspomaganiem na kierownicę i sprzęgło, dzięki czemu było możliwe, żebym jako ośmiolatek dał radę taką ciężarówką kierować. To była jedyna rzecz, której mnie nauczył. Czy zrobił to z miłości do mnie? Chciałbym w to wierzyć. Jednak jestem pewien, że tak nie było. To raczej jego niezdrowa ambicja kierowała nim wtedy – chciał móc się mną popisywać przed kolegami i sąsiadami.

Czy odczuwam jego brak? I tak, i nie. I nie chodzi o jakąś tęsknotę za nim samym. Raczej za wzorcem pierwiastka męskiego w rodzinie. Brak takiego wzorca odczuwałem przez całe dzieciństwo, młodość, a nawet życie w dorosłości i wiem, a może bardziej czuję, że moja osobowość byłaby inna, gdybym po prostu ojca miał. Nie chodzi mi w tym wpisie o to, żeby się uskarżyć na swój los. Nie uważam, żeby było mi szczególnie źle w dzieciństwie, chociaż mogło być lepiej. Po prostu odczuwam brak wzorca osobowości męskiej, którego za nic w świecie nie chciałbym przekazać dalej moim dzieciom. Nie wiem jak to jest mieć ojca, ale wiem jak to jest go nie mieć i staram się robić wszystko, żeby moje dzieciaki nigdy takiego braku nie odczuły. Czy mi się to uda? Nie wiem…

Dziwny ten rok.

Dwadzieścia dwa lata jesteśmy z moją po ślubie. Dwadzieścia dwa z czterdziestu czterech, które przeżyłem. Dokładnie tyle samo czasu życia po ślubie, co przed. Jeszcze dziwnie się zbiegło to, że od momentu naszego ślubu do emigracji z kraju upłynęło dokładnie tyle samo czasu, co od tej przeprowadzki do dziś – 11 lat. Jedenaście lat mieszkaliśmy po ślubie w Polsce i jedenaście mieszkamy w Szwecji. Taki jakiś dziwny ten rok. Taka życiowa stacja węzłowa. Czy ten rok okaże się też dokładnie połową mojej podróży? Może tak?..

Kulturowy zgrzyt

O tym, że kultura w różnych krajach różni się od siebie, wiedzą wszyscy. Skrajnych różnic kulturowych spodziewamy się przeważnie po mieszkańcach jakiegoś egzotycznego kraju. Czasami jednak może nas nieźle zaskoczyć rozbieżność kulturowa, kiedy widzimy niespotykane dla nas zachowanie mieszkańców krajów europejskich, a w tym i ościennych. Możemy nawet doznać pewnego rodzaju wstrząsu.

W Szwecji od dawna zachęca się dzieci do nauki pływania, a w szkole podstawowej taka nauka jest obowiązkowa. Bardzo dobrze, bo w tym kraju jest wiele jezior i taka umiejętność w niejednym przypadku może być zbawienna. Od samego początku, kiedy przeprowadziliśmy się do Szwecji, całą rodziną dość regularnie uczęszczamy na basen. Jak w każdym europejskim kraju, tak i tu przebieralnie dla kobiet i mężczyzn są osobne. Ale co zrobić, jeśli na pływalnię przychodzi matka z małym synem, albo ojciec z małą córką? Kilkuletnie dziecko nie tylko sobie jeszcze nie poradzi samo ze wszystkim, ale też samo potrzebuje jeszcze towarzystwa i wsparcia rodzica przy tych czynnościach. Jest więc mały dylemat. Ale nie dla wszystkich.
Z dziesięcioletnim wtedy synem weszliśmy do męskiej przebieralni i jak zwykle w pędzie zaczęliśmy się przebierać, żeby jak najprędzej znaleźć się w basenie. Wiedzieliśmy od jakiegoś czasu, że tutaj ludzie się nie krępują i niekoniecznie zasłaniają ręcznikiem przy zmianie bielizny, więc kiedy siedząc na ławce widzieliśmy, że ktoś chce taką czynność wykonać, odwracaliśmy głowy, żeby nie widzieć czyjegoś tyłka. Większość robi to w miarę dyskretnie, chociaż nie wszyscy. Tego niezapomnianego dla mnie dnia doznaliśmy lekkiego szoku. W wypełnionej facetami przebieralni zobaczyliśmy widok, który trudno jest zapomnieć. Otóż niecałe dwa metry przed naszymi oczami stał ojciec z córką (córka w wieku późnoprzedszkolnym według mojej oceny) i rozmawiając przy tym bardzo głośno z jakimś znajomym przebierali się nie zwracając w ogóle uwagi na dziewczynkę. Dziewczynka była odwrócona do ojca, a ponieważ wzrostem sięgała mu do pasa, przed jej niewinną buzią wisiał jego gruby, wygolony, wielki penis. Dziewczynka przez dłuższą chwilę przyglądała się organowi z obojętną miną. Gdyby w tamtej chwili odwróciła się plecami, zobaczyłaby podobny widok, tyle że bardziej ufryzowany. O czym wtedy myślała? Jakie uczucia w niej to wzbudzało?

Wiele lat temu, jeszcze mieszkając w Polsce słyszałem, że niektórzy psycholodzy zalecają, żeby dziecko oswajało się z takim widokiem od najmłodszych lat, zalecają w ogóle bezpruderyjność. Ich zdaniem nie powinno być dla dziecka problemem zobaczyć rodziców chodzących po domu nago. Wyraźną granicą powinien być jednak kontakt cielesny. Nie powinno się pokazywać dziecku stosunku seksualnego. Z drugiej strony Biblia, która w kulturze europejskiej uznana jest przez większość za źródło pewnych norm mówi „nie będziesz odsłaniał nagości twoich rodziców…” „…siostry…” itd.
Z jednej strony przebieralnie są osobne dla różnych płci, sauny też – nie spotkałem się jeszcze z sauną zintegrowaną, gdzie mężczyźni mogliby zażywać kąpieli razem z kobietami będąc ubrani w stroje kąpielowe, lub owinięci ręcznikami, a z drugiej strony nie ma problemu, żeby tak małej, ale zarazem tak dużej dziewczyne pokazać z bliska swoje na wskroś odsłonięte łono.

Jakie uczucie wzbudziło to we mnie? Zacząłem się poważnie zastanawiać, czy aby na pewno nie robią tym krzywdy dziewczynce, bo ani to delikatne nie było, ani z szacunkiem. Ja byłem wychowywany inaczej. Nigdy nie widziałem swojej matki w bieliźnie i jestem jej za to wdzięczny.

Jakie uczucia wzbudziło to w moim synu? Kiedy tylko zobaczyliśmy ów niecodzienny widok, spojrzałem na jego twarz. On już nie patrzył na to, co przed nami, jednak widziałem po nim, że jest zmieszany, zniesmaczony i nie bardzo wie jak się zachować. Jak mógł unikał patrzenia na wprost. Nic dziwnego. Od lat wpajaliśmy mu, że strefę intymną należy traktować z szacunkiem i nie można jej pokazywać jakkolwiek i komukolwiek. Najlepiej nikomu, nawet nam, chyba że w wyjątkowym wypadku lekarzowi, jeśli on sam zauważy jakąś zmianę chorobową, ale tylko w naszej obecności i po odpowiedniej rozmowie z nami najpierw.

Co prawda nieczęsto takie coś na pływalni ma miejsce, ale po tamtym wydarzeniu postanowiliśmy przebierać się w osobnej przebieralni dla niepełnosprawnych.

Depresja ojców

O tym, że matki zapadają na depresję w związku z urodzeniem się dziecka wiadomo od dawna. Ale o tym, że również ojcowie mogą z tego powodu czuć się źle, mówi się rzadko. Najnowsze badania przeprowadzone przez Karolinska Institutet pokazują, że nawet 15 procent świeżo upieczonych ojców w regionie Sztokholmu może mieć symptomy depresji.
Taką wiadomość podało dla dni temu Sveriges Radio P1, a później również telewizyjny Rapport.

No tak, młodemu małżeństwu wraz z dzieckiem dochodzi mnóstwo zajęć z nim związanych. Brakuje czasu dla siebie, nie mówiąc o należytym wypoczynku, tata, o ile chce być dobrym tatą nie może już tak często spotykać się z kolegami… Mama zajęta dzieckiem może nie zwracać uwagi na potrzeby męża, koniec z dawnym stylem życia… błahe przyczyny, prosta sprawa!

Czy o tym się mówi w szkole na zajęciach przygotowujących do życia w rodzinie? Może chłopcom też powinno się rozdawać na jakiś czas specjalne lalki-roboty, które trzeba przewinąć, nakarmić kilka razy dziennie i ze trzy razy w nocy, ukołysać do snu, przytulić, uspokoić, ubrać, wyjść na spacer, a po tygodniu takiego treningu sprawdzić rezultaty i pomóc wyciągnąć wnioski? Może to by spowodowało trochę większą świadomość przed założeniem prawdziwej rodziny? Może byłoby mniej depresji nie tylko wśród ojców, ale i wśród matek? Kilka lat temu nawet w telewizji można było usłyszeć o takich projektach względem dziewcząt, ale ostatnio sprawa przycichła.
Ale czy rzeczywiście sprawa jest tak prosta, a powody depresji ojców są tylko tak błahe i oczywiste?

Jonas Rasmussen, mieszkaniec Lund zapadł na depresję zaraz po tym jak został ojcem i przez trzy lata czuł się źle zanim otrzymał pomoc. W wywiadzie powiedział, że sam nie wiedział dlaczego tak się czuł. Kochał żonę i dziecko, ale nienawidził być rodzicem. Określił siebie jako osobę o dużej potrzebie samokontroli i z dużymi wymaganiami wobec siebie i kiedy pojawiło się dziecko, nagle przybyło dużo obowiązków, których nie mógł ogarnąć, co okazało się główną przyczyną jego depresji według lekarzy.

Ze dwa, może trzy tygodnie wcześniej będąc na poobiednim spacerze z córką, zgadaliśmy się z żoną na temat naszej obecnej sytuacji. Wspominaliśmy czas, kiedy Eyja była tylko w nieśmiałych planach, że przecież było nam całkiem nieźle, że mieliśmy dość spokojne, w miarę dostatnie życie. Nie brakowało mnie w domu. Często jeździliśmy na wycieczki, prawie wszystkie weekendy spędzaliśmy miło i rodzinnie najczęściej poza domem. Prawie zawsze mogliśmy się wyspać… A teraz? Urwanie głowy, właściwie dwóch głów, bo z tak żywotnym dzieckiem to czasem we dwójkę trudno dać radę, chodzimy ciągle przemęczeni, niewyspani, . „I po co nam to było?” Wzdychamy ze śmiechem. Jak to po co? Przecież to spełnienie naszych marzeń! Przecież niedługo będzie można żyć tak, jak do tej pory żyliśmy, ale z nią! Jeździć na takie same wycieczki, nawet w te same miejsca, ale z nią! Pokazywać jej świat, który nie tak dawno pokazywaliśmy Szachiście! Teraz te wszystkie miejsca będzie można odwiedzić jeszcze raz i to z nią! Nowe też.
Przecież już teraz czerpiemy wiele radości z jej istnienia, z jej obecności przy nas, z jej wspaniałych postępów, z jej radości.

Podobno depresja może dopaść każdego. Ale czy tego typu depresja może dopaść mnie? Bardzo wątpię. Ja uwielbiam być ojcem. Pamiętam jednak moje wielkie obawy, kiedy dowiedziałem się o pierwszej ciąży. Trochę się bałem czy podołam finansowo, ale to była najmniejsza obawa. Najbardziej bałem się, że nie będę potrafił przekazać mojemu dziecku wartości i ideałów, które chciałem a zamiast tego przekażę wady i braki, których u siebie nie znoszę. Teraz z perspektywy czasu wiem, że te obawy były większe niż trzeba.

Idealny ojciec

Dwudziestoczteroletnia kobieta znalazła się blisko zaparkowanego dostawczego samochodu wyglądającego na prywatny. Ktoś otworzył w nim tylne drzwi… Widok, który jej się ukazał zapamiętała na zawsze… W środku samochodu leżeli ranni, jedni na drugich, stos… chyba wszyscy nieprzytomni. Krew… było jej tak dużo, że wyciekała na ulicę. Kobiecie zrobiło się słabo i niedobrze. Złapała się za niemały już brzuch… W brzuchu byłem ja. Dokładnie w połowie okresu między poczęciem a przyjściem na świat. Grudzień 1970, Polska Ludowa…
Moi rodzice jeszcze wtedy nie wiedzieli w jak dużym niebezpieczeństwie byli, ale czuli, że muszą jak najprędzej opuścić tę dzielnicę. Przedzierali się przez rozjuszone tłumy, żeby czym prędzej znaleźć się w domu. Z daleka zobaczyli nadciągający rzadki jeszcze, ale gęstniejący szereg uzbrojonych milicjantów. Pojedynczy ludzie wyglądający na spokojnych mogli jeszcze przejść między funkcjonariuszami, ale kiedy moi rodzice zbliżyli się do nich, żeby się wydostać, tamci już nie chcieli ich wypuścić mimo widocznej ciąży. Matka poprosiła jednego, żeby ją wypuścił, bo jest w ciąży, na co milicjant ustąpił jej, ale kiedy tylko przeszła, silne uderzenie pałką w plecy powaliło ją na kolana. Prawie straciła przytomność. Wtedy mój ojciec wyrwał tamtemu pałkę i zaczął tamtego nią okładać. Po chwili tłum starł się z milicją i widać tylko było, że wszyscy się biją. Ojciec pozbierał matkę i oddalili się.
Dlaczego o tym piszę? Bo to było jedno z dwóch dobrych rzeczy, które zrobił mój ojciec. Drugą rzeczą było to, że kiedy byłem jeszcze dzieciakiem posadził mnie za kierownicą ciężarówki i mimo moich początkowych protestów bardzo usilnie mnie zachęcił do nauki jazdy. Ledwie wtedy sięgałem do wspomaganego w Starze 200 sprzęgła, ale po długiej przejażdżce spodobało mi się tak bardzo, że wiele razy sam go prosiłem, żeby dał mi pojeździć. Chciałem też któregoś razu spróbować na Starze 28, którego miewał do dyspozycji ojciec. Ten model był starszy i nie miał wspomagania, szybko się wtedy okazało, że moja słaba noga nie dawała rady ze sprzęgłem.
Nie mogę sobie przypomnieć żeby zrobił jeszcze coś pozytywnego. Wszystko inne nie było pozytywne a najbardziej niepozytywne było jego znikanie. Ojciec znikał często i na coraz dłużej, aż kiedy miałem dziewięć lat zniknął na dobre i widywałem go wtedy bardzo rzadko. Kiedy miałem czternaście lat zniknął spośród żywych i to w taki sposób, że nawet nie widziałem go w trumnie przed pogrzebem.

Jakim ojcem byłbym dziś ja gdybym miał jeszcze jedno dziecko? Czy jestem dobrym ojcem teraz dla mojego syna? Dlaczego nie jestem taki jak mój ojciec, który miał wszystko gdzieś? Nie istniałaby wtedy dla mnie tęsknota za dzieckiem…