Małe – wielkie kroki

Niedawno Eyja zrobiła pewien przełom. Do tej pory albo ze wszystkimi próbowała rozmawiać po polsku, albo ogarniała ją nieśmiałość i wtedy nic nie mówiąc usuwała się w kącik. Z początku byliśmy tym trochę zmartwieni, bo jak sobie poradzi ze szwedzkim? Jak będzie wyglądać na tle rówieśników? Teraz jest inaczej. Nie tylko z przedszkolankami już mówi po szwedzku, ale też z innymi dziećmi w przedszkolu, z sąsiadami, a nawet zaczepia obcych, spacerujących z pieskami, pytając ich czy może pogłaskać i jak się wabi. Tym bardziej mamy z tego radochę, że robi to przy babci, która nic ze szwedzkiego nie rozumie. Eyja czuje się przy tym bardzo ważna, bo może tłumaczyć niektóre zdania. Nie wiemy na ile te jej tłumaczenia są wierne, a ile sobie zmyśla, bo nie można tego na miejscu zweryfikować, ale z późniejszych rozmów z nami w domu wynika, że rozmawia do rzeczy i tłumaczy babci dość wiernie :)

Do… kończ

Od kilku dni mamy wszyscy świetną zabawę z Eyją. Rozpoczynamy jakieś słowo, ale nie wypowiadamy ostatniej sylaby, a ona kończy. Nasza zabawa właściwie zaczęła się ponad miesiąc wcześniej przez przypadek, kiedy siedząc przy stole Eyja bawiła się tabletem z kotem Gingerem (darmowym appem), który powtarza to, co się do niego mówi. Kiedy coś się mówi, kot nastawia ucho, do ucha przystawia łapkę i uważnie patrzy (tablet wtedy nagrywa dźwięk, a kiedy dźwięk się kończy, odtwarza go zmienionym, wyższym głosem). Program jest dość zabawny, jednak nie zawsze kot czeka na koniec wypowiedzi i wtedy powtarza tylko fragment zdania. Pewnego razu tak się zdarzyło, że Szachista powiedział do Eyji „jedz zupkę”. Kot Ginger powtórzył tylko „jedz zup…” a Eyja dokończyła „…kę”, co bardzo nas rozśmieszyło.

Kilka dni temu bawiliśmy się w  ten sposób podczas wieczornego przebierania. Zaczęło się od części ciała, które akurat ubieraliśmy w piżamkę i poszło tak:

My         -nóż…

Eyja       -ki

My         -rącz…

Eyja       -ki

My         -kolan…

Eyja       -ka

My         -łokiet…

Eyja       -ki

My         -ocz…

Eyja       -ka

My         -nos…

Eyja       (tu była trochę niepewna, bo „nos” to przecież pełny wyraz, ale z naszą pomocą poszło)-ek

My         -usz…

Eyja       -ka

My         -policz…

Eyja       -jeden… (reszty nie zdążyła z powodu naszego śmiechu, bo miało być policzki, a zaczęła liczyć)

Chociaż, na co dzień wiem, że Eyja dużo mówi, to jednak w tej zabawie okazuje się jak bardzo dużo. Ona po prostu zna ogromną większość wyrazów używanych w naszej potocznej mowie.

Co mówi Eyja

Do tej pory raczej milczała, ale od niedawna… pierwszym jej słowem było „Ajdå!” (taki szwedzki wykrzyknik, kiedy coś się stało), a drugim „jeszcze”. Nie, żeby nic nie mówiła… to były jej pierwsze słowa przez sen :) Wszyscy się śmiejemy, że ma to po ojcu. Niedługo po ślubie prawie udało mi się przekonać żonę do remontu chałupy. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że było to o trzeciej w nocy.

-          Wstawaj, musimy odsuwać meble!

-          Ale po co? – dopytywała zdziwiona, zaspana żona.

-          Jak to po co? Będę malował ściany!

Podobno byłem bardzo przekonujący :)

Kiedy nie śpi, gada prawie przez cały czas. Czynnie operuje lekko kilkudziesięcioma słowami, które wypowiada raczej prawidłowo. Można powiedzieć, że ma lekką mowę. Opanowała takie wyrazy jak: mama, tata, brat („r” mniej wyraźne, ale słychać), „mamucia”, „tatuć”, oba imiona babć, lala, Ala, idzie, iść, pić, picie, chlebka, dydka (smoczka), papier, pampe (pampers), buju-buju, kuchnia, daj, otut (otwórz), balkong (po szwedzku), okno (czasem powie onko), pak (ptak), pingu (ten z bajki), tak, nie, (chociaż pytanie „tak, czy nie” jest jeszcze za trudne i nie odpowiada na nie), banan, kaka (kaczka), katt (kot po szwedzku), koki (książki) i wiele innych… Nie ma też problemu z częściami ciała takimi jak głowa, ręka, noga, okieć, udo, ydka, stopa, ucho, oko, nos, włosy. Oczywiście ma też w swoim słowniku „własne” wyrazy, które my musimy rozszyfrowywać. Np „byzie” – misie, „bugek” – kubek, „gali-gali” – to takie jej ogólne wyrażenie na ekran tv, komputera, ipada, albo telefonu. Na cebulę mówi „biedota” :) nikt nie wie dlaczego.

Jakiś miesiąc temu jeszcze ogarnialiśmy ile mniej, więcej słów zna. Od kilku tygodni następuje prawdziwa eksplozja i chociaż często jeszcze nie umie wypowiedzieć niektórych wyrazów, to widać po jej bystrej minie, że zna ich znaczenie i odpowiednio reaguje. Istnieje ogólna opinia, że dzieci „dwójęzyczne” zaczynają mówić później, ale z czasem to nadrabiają i nie mają później problemu z posługiwaniem się obydwoma językami. W jej przypadku to się nie sprawdziło, bo ona już mówi dość dużo, ku naszej, a szczególnie ku radości brata :) , chociaż oczywiście po szwedzku mówi dużo mniej niż po polsku. Ostatnio postanowiła też – trochę przez przypadek – uczyć się angielskiego, zagustowała w Busy Beavers – animowanych filmikach z łatwo wpadającymi w ucho piosenkami do nauki tego języka. Odkryła je na YouTube i regularnie słucha od tamtej pory, a od niedawna chętnie powtarza pojedyńcze słowa. Polecam! O jej odkryciach w internecie napiszę w innym wpisie.

Eyja niedawno zaczęła też budować proste zdania np. „daj chlebka”, „do mamy”, „do taty”…

Nie sposób wszystkiego wyliczyć, jest tego dużo i coraz więcej, a my każdego dnia czekamy na jej kolejne słowa…