Do… kończ

Od kilku dni mamy wszyscy świetną zabawę z Eyją. Rozpoczynamy jakieś słowo, ale nie wypowiadamy ostatniej sylaby, a ona kończy. Nasza zabawa właściwie zaczęła się ponad miesiąc wcześniej przez przypadek, kiedy siedząc przy stole Eyja bawiła się tabletem z kotem Gingerem (darmowym appem), który powtarza to, co się do niego mówi. Kiedy coś się mówi, kot nastawia ucho, do ucha przystawia łapkę i uważnie patrzy (tablet wtedy nagrywa dźwięk, a kiedy dźwięk się kończy, odtwarza go zmienionym, wyższym głosem). Program jest dość zabawny, jednak nie zawsze kot czeka na koniec wypowiedzi i wtedy powtarza tylko fragment zdania. Pewnego razu tak się zdarzyło, że Szachista powiedział do Eyji „jedz zupkę”. Kot Ginger powtórzył tylko „jedz zup…” a Eyja dokończyła „…kę”, co bardzo nas rozśmieszyło.

Kilka dni temu bawiliśmy się w  ten sposób podczas wieczornego przebierania. Zaczęło się od części ciała, które akurat ubieraliśmy w piżamkę i poszło tak:

My         -nóż…

Eyja       -ki

My         -rącz…

Eyja       -ki

My         -kolan…

Eyja       -ka

My         -łokiet…

Eyja       -ki

My         -ocz…

Eyja       -ka

My         -nos…

Eyja       (tu była trochę niepewna, bo „nos” to przecież pełny wyraz, ale z naszą pomocą poszło)-ek

My         -usz…

Eyja       -ka

My         -policz…

Eyja       -jeden… (reszty nie zdążyła z powodu naszego śmiechu, bo miało być policzki, a zaczęła liczyć)

Chociaż, na co dzień wiem, że Eyja dużo mówi, to jednak w tej zabawie okazuje się jak bardzo dużo. Ona po prostu zna ogromną większość wyrazów używanych w naszej potocznej mowie.

20 Komentarze

    • O „władaniu” jeszcze nie mogę powiedzieć, ale mogę oszacować, że to jakieś 10% tego, co mówi po polsku. Po angielsku podobną ilość i kiedy pytamy ją o kolor czegoś, albo ubranek, które chciałaby założyć, to kolory woli mówić po angielsku. Jej ulubiony kolor to pink :)
      Wydaje się, że rozumie jakąś tam część z tego, co się mówi po szwedzku, ale uczciwie podchodząc do sprawy trzeba powiedzieć, że raczej jest jednojęzyczna. Ale wszystko przed nią. Nie chciałbym tylko, żeby przestawiła się tylko na szwedzki, a polski porzuciła.

      • No tak, szwedzki sam jej przyjdzie w procesie socjalizacji, a o polski musicie zadbać.
        Ciekawe, czy będzie się czuła Szwedką polskiego pochodzenia czy Polką. Kiedyś poznałam chłopaka, który urodził się w Wielkiej Brytanii z matki Polki i mówił, że tam czuje się Polakiem, a w Polsce Brytyjczykiem i nigdzie nie jest u siebie. Ale są tacy, którzy świetnie odnajdują się w wielorakim pochodzeniu. Na pewno jest to jakieś bogactwo kulturowe i może inspirować oraz dawać zupełnie inne spojrzenie na wiele spraw.

        • Ja też nie czułem się tak bardzo „u siebie” mieszkając w Polsce i pracując na dwa etaty od rana do wieczora często bez wolnego, czy urlopu, a tak przecież pracuje wielu ludzi. Dopiero tutaj, kiedy mam luz, czuję się u siebie. Ale wiem o co chodzi. Kilka lat temu pewien Szwed polskiego pochodzenia wydał książkę „hjälp, jag heter Wojtek” (pomocy, nazywam się Wojtek). Opisał w niej właśnie podobną sytuację. Książka wywołała poruszenie, bo dla wielu była żenującym utyskiwaniem. Ale z drugiej strony można zrozumieć, że znalazł się między krzesłami, jak mawiają Szwedzi.
          Mam nadzieję, że Córka odnajdzie swoje miejsce tak, jak Syn odnalazł.

  1. Tak to już jest, że to patrzymy na świat przez pryzmat naszego dziecka. Jeśli pierwsze dziecko rozwja się trochę inaczej niż rówieśnicy to jest to dla nas jednak jakaś norma i potem jesteśmy pełni zdumienia, że kolejne dziecko robi wszystko inaczej, lepiej, szybciej… Tak było w przypadku mojej siostry i jej dzieci, pierwszy ma adhd i zespół Aspergera, więc kiedy pojawiła sie dziewczynka, nie mogli wyjść ze zdumienia że ona taka „mądra”. A ona była po prostu zdrowa. U mnie było troszkę odwrotnie, bo pierwsza córka zaczęła bardzo szybko i dużo mówić, jak miała roczek to mówiła płynnie zdania dwu-trzy wyrazowe jak „Ola dać” (znaczyło „Daj mi”) albo Ola cie cici („Ola chce cycusia”, długo ją karmiłam…) A potem syn okazał się być „niemową”, bo zaczął mówić około drugiego roku życia, ale za to poprawnie i całymi zdaniami. Niemniej jednak nauczeni doświadczeniem byliśmy zaniepokojeni przez ten czas, czy aby wszystko z nim w porządku.
    Nagrywajci ją jak zacznie śpiewać, potem za parę lat sama będzie miała z tego świetny ubaw!
    Ja też mam gadającego kota w komórce :-) Zrywamy boki ze śmiechu.

    • Trochę masz rację, że tak patrzymy, ale nie byłbym sobą, gdybym nie zajrzał tu i tam, i nie sprawdził jak się rozwijają inne dzieci. Jeszcze kiedy sam byłem dzieckiem i obserwowałem swoich znajomych, wysnułem taki wniosek, że prawie zawsze młodsze rodzeństwo jest sprytniejsze, bystrzejsze, wygrywa konkurencję ze swoim starszym bratem, czy siostrą.
      Z „synem niemową”, to ja bym się nie przejmował, bo regułą jest, że chłopcy mówią później, a my z żoną znamy taki przypadek, że czteroletni chłopiec jeszcze nic nie mówił, nie wydał nawet żadnego dźwięku, tak że jego matka nie znała nawet jego głosu, aż raz weszła do pokoju, gdzie chłopiec stał przy oknie i nie odrywając wzroku od widoku za oknem powiedział pełnym zdaniem „Mamo, patrz jak dym z komina prosto leci”. Matka podeszła do radia, stwierdziła, że jest wyłączone i wpadła w osłupienie. Dzisiaj ten chłopiec jest profesorem i ojcem bliskiej koleżanki mojej żony.
      Biorę pod uwagę to, że może to być pewien rodzaj złudzenia, jestem tego świadomy, ale nadal twierdzę i wiem, że teraz, póki co jest wyjątkowo dobrze :)

      • Zgadzam się, że młodsze są prawie zawsze „do przodu”, moja siostra nadganiała mnie we wszystkim np. bijąc rekordy w nauce, chciała rysować, czytać, liczyć wtedy, gdy ja się tego uczyłam, a była 2,5 roku młodsza. Poszła szybciej do szkoły i była najlepsza w klasie. Ktoś jednak musi być starszy i stanowić wzór ;)

        • Dobrze, kiedy starsze jest wzorem do naśladowania, w niektórych obserwowanych przeze mnie rodzinach czasem było przykładem jak nie robić ;)

  2. „policz… jeden…!” super! dzieci są takie szczere i kochane :) gratuluję kolejnych postępów Córci!!! Wszystkiego dobrego dla Was!!!!

    • Naprawdę fajna, bo i rozwija w trakcie, i zarazem pokazuje jak dużo dziecko już opanowało. Polecam ;)

  3. heh :D
    też lubiłam tą rozmowę ze starszym :D
    Młodszy się nie nadaje bo najpierw do 2 latek cisza.. potem były 2-3 miesiące pojedynczych słów a teraz.. buzia mu się nie zamyka.
    Takie zabawy rozwijają więc… bawcie się jak najwięcej :D

    • Myśmy z naszym starszym tak się nie bawili. W zabawach z nim poszliśmy w kierunku pisania i czytania, układania tekstów, bo tak mu było łatwiej. A szkoda, bo to mogłoby go dodatkowo stymulować, ale byliśmy młodzi i myśleliśmy inaczej niż dziś. Ale z Młodą jak najbardziej, ona to bardzo lubi :)

  4. Hmmm… od razu skojarzyło mi się to, co opisałej z sytuacją, gdy to mój syn chciał, bym dokończyła. Mamo, „nie podsłu….” mózg mi zaparował „chiwać”. Zawiodłam synka, bo już się cieszył, że dam się nabrać :)

    • Znam to z podstawówki, więc też bym się nie dał nabrać, chociaż wtedy dokończyłem „…chujcie” i zaliczyłem wtopę i tak :)

  5. Świetna zabawa, i niesamowicie zwiększająca zasób słów :) Z moim dzieckiem tez się na pewno w ten sposób będę bawiła – dziękuję za inspirację :)

    • Fajnie, że możecie wybrać wiek. My nie mogliśmy, byliśmy w zupełnie innej sytuacji przez to, że nie mieszkamy już w Polsce. Oby jak najszybciej!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.