Kulturowy zgrzyt

O tym, że kultura w różnych krajach różni się od siebie, wiedzą wszyscy. Skrajnych różnic kulturowych spodziewamy się przeważnie po mieszkańcach jakiegoś egzotycznego kraju. Czasami jednak może nas nieźle zaskoczyć rozbieżność kulturowa, kiedy widzimy niespotykane dla nas zachowanie mieszkańców krajów europejskich, a w tym i ościennych. Możemy nawet doznać pewnego rodzaju wstrząsu.

W Szwecji od dawna zachęca się dzieci do nauki pływania, a w szkole podstawowej taka nauka jest obowiązkowa. Bardzo dobrze, bo w tym kraju jest wiele jezior i taka umiejętność w niejednym przypadku może być zbawienna. Od samego początku, kiedy przeprowadziliśmy się do Szwecji, całą rodziną dość regularnie uczęszczamy na basen. Jak w każdym europejskim kraju, tak i tu przebieralnie dla kobiet i mężczyzn są osobne. Ale co zrobić, jeśli na pływalnię przychodzi matka z małym synem, albo ojciec z małą córką? Kilkuletnie dziecko nie tylko sobie jeszcze nie poradzi samo ze wszystkim, ale też samo potrzebuje jeszcze towarzystwa i wsparcia rodzica przy tych czynnościach. Jest więc mały dylemat. Ale nie dla wszystkich.
Z dziesięcioletnim wtedy synem weszliśmy do męskiej przebieralni i jak zwykle w pędzie zaczęliśmy się przebierać, żeby jak najprędzej znaleźć się w basenie. Wiedzieliśmy od jakiegoś czasu, że tutaj ludzie się nie krępują i niekoniecznie zasłaniają ręcznikiem przy zmianie bielizny, więc kiedy siedząc na ławce widzieliśmy, że ktoś chce taką czynność wykonać, odwracaliśmy głowy, żeby nie widzieć czyjegoś tyłka. Większość robi to w miarę dyskretnie, chociaż nie wszyscy. Tego niezapomnianego dla mnie dnia doznaliśmy lekkiego szoku. W wypełnionej facetami przebieralni zobaczyliśmy widok, który trudno jest zapomnieć. Otóż niecałe dwa metry przed naszymi oczami stał ojciec z córką (córka w wieku późnoprzedszkolnym według mojej oceny) i rozmawiając przy tym bardzo głośno z jakimś znajomym przebierali się nie zwracając w ogóle uwagi na dziewczynkę. Dziewczynka była odwrócona do ojca, a ponieważ wzrostem sięgała mu do pasa, przed jej niewinną buzią wisiał jego gruby, wygolony, wielki penis. Dziewczynka przez dłuższą chwilę przyglądała się organowi z obojętną miną. Gdyby w tamtej chwili odwróciła się plecami, zobaczyłaby podobny widok, tyle że bardziej ufryzowany. O czym wtedy myślała? Jakie uczucia w niej to wzbudzało?

Wiele lat temu, jeszcze mieszkając w Polsce słyszałem, że niektórzy psycholodzy zalecają, żeby dziecko oswajało się z takim widokiem od najmłodszych lat, zalecają w ogóle bezpruderyjność. Ich zdaniem nie powinno być dla dziecka problemem zobaczyć rodziców chodzących po domu nago. Wyraźną granicą powinien być jednak kontakt cielesny. Nie powinno się pokazywać dziecku stosunku seksualnego. Z drugiej strony Biblia, która w kulturze europejskiej uznana jest przez większość za źródło pewnych norm mówi „nie będziesz odsłaniał nagości twoich rodziców…” „…siostry…” itd.
Z jednej strony przebieralnie są osobne dla różnych płci, sauny też – nie spotkałem się jeszcze z sauną zintegrowaną, gdzie mężczyźni mogliby zażywać kąpieli razem z kobietami będąc ubrani w stroje kąpielowe, lub owinięci ręcznikami, a z drugiej strony nie ma problemu, żeby tak małej, ale zarazem tak dużej dziewczyne pokazać z bliska swoje na wskroś odsłonięte łono.

Jakie uczucie wzbudziło to we mnie? Zacząłem się poważnie zastanawiać, czy aby na pewno nie robią tym krzywdy dziewczynce, bo ani to delikatne nie było, ani z szacunkiem. Ja byłem wychowywany inaczej. Nigdy nie widziałem swojej matki w bieliźnie i jestem jej za to wdzięczny.

Jakie uczucia wzbudziło to w moim synu? Kiedy tylko zobaczyliśmy ów niecodzienny widok, spojrzałem na jego twarz. On już nie patrzył na to, co przed nami, jednak widziałem po nim, że jest zmieszany, zniesmaczony i nie bardzo wie jak się zachować. Jak mógł unikał patrzenia na wprost. Nic dziwnego. Od lat wpajaliśmy mu, że strefę intymną należy traktować z szacunkiem i nie można jej pokazywać jakkolwiek i komukolwiek. Najlepiej nikomu, nawet nam, chyba że w wyjątkowym wypadku lekarzowi, jeśli on sam zauważy jakąś zmianę chorobową, ale tylko w naszej obecności i po odpowiedniej rozmowie z nami najpierw.

Co prawda nieczęsto takie coś na pływalni ma miejsce, ale po tamtym wydarzeniu postanowiliśmy przebierać się w osobnej przebieralni dla niepełnosprawnych.

Depresja ojców

O tym, że matki zapadają na depresję w związku z urodzeniem się dziecka wiadomo od dawna. Ale o tym, że również ojcowie mogą z tego powodu czuć się źle, mówi się rzadko. Najnowsze badania przeprowadzone przez Karolinska Institutet pokazują, że nawet 15 procent świeżo upieczonych ojców w regionie Sztokholmu może mieć symptomy depresji.
Taką wiadomość podało dla dni temu Sveriges Radio P1, a później również telewizyjny Rapport.

No tak, młodemu małżeństwu wraz z dzieckiem dochodzi mnóstwo zajęć z nim związanych. Brakuje czasu dla siebie, nie mówiąc o należytym wypoczynku, tata, o ile chce być dobrym tatą nie może już tak często spotykać się z kolegami… Mama zajęta dzieckiem może nie zwracać uwagi na potrzeby męża, koniec z dawnym stylem życia… błahe przyczyny, prosta sprawa!

Czy o tym się mówi w szkole na zajęciach przygotowujących do życia w rodzinie? Może chłopcom też powinno się rozdawać na jakiś czas specjalne lalki-roboty, które trzeba przewinąć, nakarmić kilka razy dziennie i ze trzy razy w nocy, ukołysać do snu, przytulić, uspokoić, ubrać, wyjść na spacer, a po tygodniu takiego treningu sprawdzić rezultaty i pomóc wyciągnąć wnioski? Może to by spowodowało trochę większą świadomość przed założeniem prawdziwej rodziny? Może byłoby mniej depresji nie tylko wśród ojców, ale i wśród matek? Kilka lat temu nawet w telewizji można było usłyszeć o takich projektach względem dziewcząt, ale ostatnio sprawa przycichła.
Ale czy rzeczywiście sprawa jest tak prosta, a powody depresji ojców są tylko tak błahe i oczywiste?

Jonas Rasmussen, mieszkaniec Lund zapadł na depresję zaraz po tym jak został ojcem i przez trzy lata czuł się źle zanim otrzymał pomoc. W wywiadzie powiedział, że sam nie wiedział dlaczego tak się czuł. Kochał żonę i dziecko, ale nienawidził być rodzicem. Określił siebie jako osobę o dużej potrzebie samokontroli i z dużymi wymaganiami wobec siebie i kiedy pojawiło się dziecko, nagle przybyło dużo obowiązków, których nie mógł ogarnąć, co okazało się główną przyczyną jego depresji według lekarzy.

Ze dwa, może trzy tygodnie wcześniej będąc na poobiednim spacerze z córką, zgadaliśmy się z żoną na temat naszej obecnej sytuacji. Wspominaliśmy czas, kiedy Eyja była tylko w nieśmiałych planach, że przecież było nam całkiem nieźle, że mieliśmy dość spokojne, w miarę dostatnie życie. Nie brakowało mnie w domu. Często jeździliśmy na wycieczki, prawie wszystkie weekendy spędzaliśmy miło i rodzinnie najczęściej poza domem. Prawie zawsze mogliśmy się wyspać… A teraz? Urwanie głowy, właściwie dwóch głów, bo z tak żywotnym dzieckiem to czasem we dwójkę trudno dać radę, chodzimy ciągle przemęczeni, niewyspani, . „I po co nam to było?” Wzdychamy ze śmiechem. Jak to po co? Przecież to spełnienie naszych marzeń! Przecież niedługo będzie można żyć tak, jak do tej pory żyliśmy, ale z nią! Jeździć na takie same wycieczki, nawet w te same miejsca, ale z nią! Pokazywać jej świat, który nie tak dawno pokazywaliśmy Szachiście! Teraz te wszystkie miejsca będzie można odwiedzić jeszcze raz i to z nią! Nowe też.
Przecież już teraz czerpiemy wiele radości z jej istnienia, z jej obecności przy nas, z jej wspaniałych postępów, z jej radości.

Podobno depresja może dopaść każdego. Ale czy tego typu depresja może dopaść mnie? Bardzo wątpię. Ja uwielbiam być ojcem. Pamiętam jednak moje wielkie obawy, kiedy dowiedziałem się o pierwszej ciąży. Trochę się bałem czy podołam finansowo, ale to była najmniejsza obawa. Najbardziej bałem się, że nie będę potrafił przekazać mojemu dziecku wartości i ideałów, które chciałem a zamiast tego przekażę wady i braki, których u siebie nie znoszę. Teraz z perspektywy czasu wiem, że te obawy były większe niż trzeba.

Eureka

Podstawa.
Na czym stoi świat? Odkąd świat światem wiadomo, że Ziemia opiera się na czterech słoniach, które stoją na kolosalnym żółwiu, którego to z kolei na swoich wiecznie wyciągniętych w górę ramionach trzyma ktoś o imieniu Atlas – czy jakoś tak, nigdy nie byłem dobry z mitologii. I nie ma w tym nic zaskakującego, już najmniejsze dzieci wiedzą, że podstawową zasadą jest, że wszystko ma swoją podstawę. Stół stoi na podłodze, samochody jeżdżą po jezdni, ludzie chodzą po chodnikach, podłogach itd…
Leżaczek.
Leżaczek stał zawsze na jakiejś podstawie, czyli na podłodze lub na kuchennym stole. Leżaczek był zawsze oglądany przez Eyję z góry.
Leżaczek był dla niej właściwie jednym z elementów ugruntowanego pod nią świata. Był podstawą, więc kiedy babcia ściągnęła Eyję z leżaczka, żeby posadzić ją na kolana siedząc już przy stole, Eyja raptownie przechyliła główkę zaglądając pod leżaczek i z wytrzeszczonymi oczami i otwartą ze zdziwienia buźką, na cały głos wydała okrzyk: „Ooooo!”, jakby chciała powiedzieć „jak to możliwe?!.. przecież to jest zawieszone na niczym! Tamte dwa cieniutkie pręty chyba się nie liczą?”…

Woda.
Eyja kocha wodę. Pokochała ją od pierwszego pluśniecia, od pierwszego kontaktu z jej delikatną skórą. Przez wszystkie zimowe miesiące chętnie patrzyła jak z kranu wartko leci przyjemnie szumiący strumień. Pewnego dnia, kied śnieg już trochę odpuścił i umożliwił dojście do jeziora, postanowiliśmy pokazać jej prawdziwy strumyk z większą ilością wody niż w kranie. Wyjąłem ją z wózka, wziąłem na ręce i pokazałem mówiąc, że to jest dopiero woda. To była prawdziwa Eureka. Jej reakcja zaskoczyła mnie samego. Eyja skamieniała na moich rękach, patrzyła na wodę bez ruchu. I moglibyśmy wtedy tak stać całą wieczność i patrzeć w nieskończoną ilość wody przewalającej się po kamieniach gdyby nie czas, który upływał tak samo jak ta woda.
Na początku piątego miesiąca jej życia zaczęliśmy chodzić na basen, a latem nad jezioro, albo nad morze. Wystarczy że bierzemy ją na ręce, żeby zanieść ją do wody i już zaczyna machać nóżkami. Po zanurzeniu kopie, jakby już chciała pływać, rączkami też nieźle wymachuje. Chlapie i chlapie. Na pływalni, w jeziorze, w morzu, w wanience… Z małymi przerwami na wyrównanie tętna, może tak chlapać cały dzień. W wodzie czuje się jak ryba.

Zdjęcie.
To był jej czwarty miesiąc, kiedy zaczęliśmy urozmaicać jej menu innymi potrawami. Od samego początku uwielbiała swój śliniaczek. Podczas karmienia brała go do rączek i oglądała całość i każdy jego szczegół. Obrazek na śliniaczku przedstawia dwie żyrafy, większą i mniejszą, nie takie rzeczywiste, ale jak z filmu animowanego. Barwy obrazka pastelowe. Dla mnie samego ten śliniaczek jest niesamowicie ładny. Dla niej to nietracąca smaku guma do żucia dla oczu.
Pewnego dnia przyszla w odwiedziny babcia, wyciągnęła telefon i zrobiła sesję zdjęciową Eyji siedzącej po posiłku z niezdjętym jeszcze śliniaczkiem, w który zaledwie parę minut temu wpatrywała się Eyja. Powiedziałem, żeby pokazała Eyji zdjęcie, sam byłem ciekaw jak zareaguje na własny widok uchwycony w telefonie, bo chociaż z własnym odbiciem w lustrze była dobrze obeznana, to zdjęć na telefonie jeszcze nie widziała. Babcia obróciła telefon w jej stronę i wtedy Eyja zobaczyła zdjęcie… i ogarnął ją zachwyt. Wypowiedziała swoje „Ooooo!” A co ją tak zachwyciło? Nie własny widok, nie „cud techniki” łapiący obraz za szybkę, ale mały fragment ekranu przedstawiający jej ukochany śliniaczek.