Ojciec wzrokiem sterowany

Jak to się dzieje, że dziecko niemalże zaraz po urodzeniu wychwytuje wzrok rodziców? Jak to się dzieje, że patrzy prosto w oczy i wie, że te oczy patrzą na nie? Zawsze mnie to zdumiewało. Zawsze byłem zafascynowany niezwykłymi zdolnościami dziecka, które przecież są „zwykłe”.
Nie pamiętam, bo i nie mogę, czy ja sam jako dziecko patrzyłem w oczy rodziców, ani czy oni wpatrywali się w moje oczy, ale pamiętam jedną bardzo fajną zabawę. To była zabawa w sterowanie wzrokiem. Oczywiście ja sam jako strona bierna nie byłem tego świadomy, ale strona czynna, czyli moja rodzicielka była. Zabawa polega na noszeniu dziecka tam, gdzie dziecko z ciekawością patrzy. Ja musiałem już być dość duży, kiedy zdarzało mi się, że byłem tak noszony, bo nieliczne szczegóły z tej zabawy pamiętam. Pamiętam jak byłem noszony po pokoju, pamiętam wielką szafę, a w niej klucz. Pamiętam, że lubiłem nim kręcić i że w drugich drzwiach szafy był podobny klucz, ale z innym kółeczkiem. Pamiętam też, że mama chętnie otwierała wszystkie możliwe drzwi w szafie i niedostępne dla mnie przedmioty stawały się dostępne i bardziej oswojone. Kiedy sam zostałem ojcem, a mój syn był na tyle duży, że jego oczy zaczęły z ciekawością patrzeć dookoła, gdzie tylko się dało nawieszaliśmy różnych zabawek, żeby go do nich nosić. Jedną z ulubionych przez niego, wiszących zabawek były spiralnie zawieszone na żyłkach szklane dzwoneczki, które wisiały pod lampą umieszczoną we wnęce pokoju dziennego. Kiedy go brałem na ręce, od razu kierował wzrok na dzwoneczki. Podchodziłem z nim wtedy do zabawki i mówiąc do niego „bach w dzwoneczki”, kierowałem nim tak, żeby jego wyciągnięte rączki lekko uderzyły w zabawkę, która wtedy wydawała dźwięk. Później sam wyciągał z radością rączki.

Eyja od samego początku bardzo lubiła rozglądać się po mieszkaniu. Zagląda na wszystkie półki, ogląda grzbiety książek, ozdóbki, wazoniki, w pokoju dziennym rzeźbione z drewna koty z kolekcji żony… dzwoneczki też ma. Do tej pory to jedna z naszych najbardziej ulubionych zabaw. Gdzie spojrzy, tam idziemy – do półek, do szafek, do okna – chętnie patrzy przez okno na drzewa, ptaki i przejeżdżające samochody, w sypialni wchodzimy na łóżko i na stojąco oglądamy półkę, a na niej książki i ozdóbki, które moja żona zbiera od lat. Wywieszone na ścianach obrazy, zdjęcia i małe obrazki z pozytywnie nastrajającymi hasłami. Eyja bardzo lubi się przyglądać rybom w akwarium. Mając cztery miesiące, po dwókrotnym powtórzeniu przeze mnie słowa ryby wraz z gestem wskazującym, zapamiętała to i później niemal odruchowo spoglądała na akwarium…
No i jak to kobieta uwielbia patrzeć w lustro. Odnalezienie własnych oczu w odbiciu lustra nie było dla niej problemem już w pierwszym miesiącu życia. Już za pierwszym razem przyglądała się swoim oczom kilkusekundową chwilę. Od tamtej pory zagląda w każde lustro – w domu, u lekarza, w sklepach, wszędzie, gdzie wypatrzy jakiekolwiek lustro, półkuliste zawieszone pod sufitami w sklepach też. Niedawno byliśmy w sklepie ze wszystkim dla dzieci. Bywa, że kiedy mamy dużo czasu, rozłączamy się z żoną i każde z nas idzie w inną część sklepu, bo żona jest wtedy pochłonięta zakupami, a my naszą zabawą i Eyja lubi wtedy zajrzeć w samodzielnie wybrane kąty. Pewnego razu podczas tak robionych zakupów, idąc powoli z Eyją na rękach tam, gdzie spoglądała, bacznie śledziłem jej obiekty zainteresowania. Patrzyła po półkach, ubraniach, wózkach… (w sklepach pozwalam na dotykanie tylko nielicznych rzeczy takich jak np. z wyprzedaży, bo czy w domu, czy gdzie indziej, są rzeczy, których dotykać nie należy i staram się jej to wpoić). Patrzyłem za jej wzrokiem wszędzie, ale nie zwracałem uwagi na jakiś niedziałający ekran telewizora, który zwykle wyświetla reklamy. A ona… Co w nim zobaczyła? Mnie i siebie. Chyba bym tego nie zauważył, gdybym nie poczuł, że znieruchomiała. Spojrzełem na czarną, gładką powierzchnię i zobaczyłem jej roześmiane oczy i uśmiech od ucha do ucha.
Niedawno moja żona wyczytała zachętę do takich zabaw w pewnej mądrej książce pt.„Att leva tillsammans med barn” – „Żyć razem z dzieckiem”: Kiedy u dziecka wzrasta zdolność koncentracji uwagi, możesz upatrywać sytuacje, w których ty i dziecko możecie obserwować coś razem. To może być np. zabawka, tablica na ścianie, czy lampa. Większość rodziców robi to zupełnie naturalnie. To się nazywa „triangulacja” i znaczy, że ty jako rodzic wprowadzasz w grę między siebie a dziecko trzecią rzecz. Zanim dziecko skończy rok, wspólna obserwacja czegoś, co pokazujesz jest łatwa. Bardzo dobrze jest, jeśli zauważasz co przykuwa uwagę dziecka. Możesz wtedy porozmawiać o tym, na co patrzycie. Dziecko będzie wtedy patrzyło przemiennie na ciebie i przedmiot rozmowy. W ten sposób, w czasie wspólnych przeżyć nawiązuje się świetny kontakt, w czasie którego dziecko ciągle uczy się czegoś nowego o otaczającym nas świecie.
Pokaż, że rozumiesz co dziecko próbuje ci przekazać. To daje dziecku inspirację i pewność, że zawsze może wyrazić to, co chce.

Na dzień dzisiejszy Eyja nieźle już raczkuje. Jak to szybko zleciało. Jeszcze ze dwa tygodnie
temu ledwie się wspinała na czworaka. Jeśli ktoś z Was filmuje postępy swojego dziecka, radzę nie zwlekać, bo z tygodnia na tydzień bardzo wiele może się zmienić. Poza tym, samodzielnie wstaje przy meblach i trzymając się potrafi tak stać długą chwilę, albo zaczyna się na nie wspinać. Pozwalam jej na takie wspinaczki i na asekurowane upadki, bo lepiej żeby się bezboleśnie nauczyła upadać, niż na skutek zakazów straciła entuzjazm.
Eyja około czterech miesięcy temu zaczęła ząbkować i dziś ma już wszystkie cztery jedynki. Dziś przy obiedzie śmialiśmy się z żoną do łez, kiedy jedząc swoje danie tańczyła i do rytmu zgrzytała zębami.
O mowie i innych dźwiękach z ust Eyji opowiem w innym wpisie.

Tancerka Eyja

Jeszcze w szpitalu, kiedy na oddziale BB pierwszy raz usłyszała muzykę z telewizora będąc jeszcze w pozycji leżącej na moich rękach, poczuła moje odruchowe kołysanie do taktu. Od tamtej pory zawsze „tańczyliśmy” w ten sposób do mojej ulubionej muzyki różnego rodzaju. Zdarzało się często, że tańczyliśmy tak długo, aż zasnęła. Mimo, że byliśmy z żoną do tego jakby przyzwyczajeni, było dla nas radosnym zaskoczeniem to, że słysząc pierwsze takty muzyki, zaczynała podrygiwać do rytmu nawet będąc sama. Teraz słysząc muzykę, z błyskiem w oczkach zanczyna radośnie podrygiwać niezależnie gdzie się znajduje, czy w jakiej jest pozycji – na rękach, w krzesełku, w chodziku. Ostatnio do podrygiwania w takt dołożyła także czarujące gesty rączkami.
Jeszcze w szpitalu, chyba drugiego dnia zaczęła „mówić”, chociaż to należałoby raczej nazwać wydawaniem dźwięków. Pierwszym takim słowem było „Eja”. Powtarzała to seriami – „Eja, eja, eja…”. No to niech będzie Eyja, bo i temperament ma niczym Eyjafjallajökul.
Eyja z każdym miesiącem swojego radosnego życia coraz bardziej zachwyca. Kiedy miała miesiąc, udaliśmy się z nią na badania. W gabinecie, na polecenie lekarki położyliśmy córeczkę na dość wysokiej kozetce ustawionej w poprzek pokoju tak, że można było ją obejść tylko z lewej strony. Do kozetki podeszła lekarka, obok niej pielęgniarka, ja i żona po prawej stronie od nich. Ponieważ zrobił się tłok, postanowiłem przejść na drugą stronę. W momencie, kiedy przechodziłem, lekarka dźwignęła córeczkę za rączki do pozycji siedzącej. To badanie nie było dla nas zaskoczeniem, widzieliśmy takie coś już wcześniej, jakiś tydzień przed tą wizytą byliśmy u pielęgniarki, która też tak zrobiła. Zaskakujące było coś innego. W momencie, kiedy córeczka była podnoszona przez lekarkę zauważyła, że ja idę dookoła. Nie wiodła za mną wzrokiem, nie obróciła głowy w prawo za mną, ale po chwili, kiedy już stanąłem za nią trochę z jej lewej strony, błyskawicznie obróciła się w lewo i w ułamku sekundy spojrzała na mnie, doskonale wiedziała gdzie stanąłem. „Fantastycznie!” – prawie wykrzyknęła lekarka – „świetna orientacja w przestrzeni, nieczęsto się widzi coś takiego”. Ja wiedziałem wcześniej, że córka ma dobrą orientację, ale ten moment też był dla mnie zaskakujący. I będzie niezapomniany.
Eyja „czaruje” ludzi. Przyciąga ich wzrokiem. Kiedy spotykamy się ze znajomymi, których ona widzi pierwszy raz, wybiera sobie jedną osobę, której przez kilka minut bacznie się przygląda z bardzo poważną miną. Drugą osobę zostawia sobie „na później” ;) Zrobiła tak już wiele razy, więc dla nas to nie pierwszyzna. Ale dla naszych rozmówców to zawsze coś nowego. W pewnym momencie niektórzy zauważają, że nie mogą dłużej skupić się na rozmowie z nami. Przyciąganie uwagi zadziałało i teraz muszą też trochę pogadać do niej. Któregoś dnia żona karmiła Eyję w barze. Jak zwykle okazało się, że bardziej niż jedzenie, Eyję interesują ludzie. Im więcej wysłanych uśmiechów, tym lepiej. Im więcej ludzi odpowiedziało uśmiechem, tym lepiej. Szczególnie upatrzyła sobie pewnego młodego faceta siedzącego przy sąsiednim stoliku. Co chwilę na niego patrzyła i się uśmiechała. W końcu tamten, chociaż najpierw odpowiadał uśmiechem, po jakimś czasie się speszył i nie mógł spokojnie dokończyć jedzenia. Po powrocie żona opowiedziała mi tę sytuację i dodała z uśmiechem, że jeśli kiedyś przyjdzie mi do głowy rozwód, to Eyja szybko się postara o nowego tatusia.
Na dzisiaj mogę zdecydowanie powiedzieć, że Eyja jest zdrową, normalnie rozwijającą się dziewczynką i jak narazie nie ma śladu cech autystycznych. A ja jeszcze nigdy tak dobrze się nie czułem. Czuję się jakby tym razem szczęście kopnęło mnie z całą swoją radosną siłą w tyłek. Czuję się szczęśliwy, że nam się udało. Cieszymy się jej obecnością każdego dnia. Owszem, problemy też są, ale są tak małe, tak malutkie, że to żadne problemy. To problemy zwykłe, których nawet wspominać nie warto.
Teraz najważniejszy jest jej taniec.