Odwiedzić piekło

Tęsknota, którą przeżywam czasami jest tak wielka, że chciałbym tam się znaleźć, odwiedzić te miejsca, tamtą dzielnicę, szpital… tamto miejsce, gdzie wtedy była ta prywatna klinika. Nawet prosektorium. To dziwne, bo zwykle po takich traumatycznych przeżyciach rodziców odrzuca na samą myśl o tych miejscach, a w niejednym komentarzu przeczytałem, że tacy rodzice szerokim łukiem ommijają szpital, w którym stracili dziecko. Trudno się z tym nie zgodzić. Ja też mam podobne odczucie, ale z drugiej strony ta tęsknota. W takim przypadku mówi się o „mieszanych uczuciach”, ale moje odczucia są jak olej i woda w jednym naczyniu. Niby razem, niby stykają się ze sobą, ale nie mogą się dokładnie wymieszać, nigdy nie powstaje z tego jednolita ciecz. Dla innych to może być zupełnie nie do zrozumienia.
Jesienią, kiedy moja głowa i serce były bardzo intensywnie zaprzątnięte tamtymi myślami, tak bardzo chciałem odwiedzić tamte okolice, że zrobiłem to wirtualnie. Wszedłem na Google Maps i zobaczyłem… odwiedziłem to, co można było obejrzeć, czyli ulice otaczające szpital i miejsce, gdzie była klinika. Trochę się zmieniło. Na osiedlu, gdzie była klinika, otoczenie stało się jakieś takie wypełnione. Chyba przez zieleń. Wtedy tam było tak jakoś pusto, trochę księżycowy krajobraz, teraz jest pełno półdorosłych drzew, ładne krzewy, place zabaw dla dzieci. Budynek, tak jak i całe tamto osiedle, nabrał innych kolorów. Nie jest już cementowo szary, ma nową izolację termiczną i kolorową elewację, ale ja widząc te zdjęcia ciągle czuję zapach cementu. Chociaż po klinice nie ma ani śladu, ja ciągle widzę tam nieruchomy ambulans z jego niespiesznym, beztroskim kierowcą…
Kociołbista droga między kliniką a szpitalem została poszerzona i wyasfaltowana chyba niedługo po naszych przeżyciach, bo już połatana. Stara asfaltowa droga wokół szpitala ma te same łaty od tylu lat. Co widzę patrząc na szpital z góry? Jego gęsto połatany dach z papy. Widząc to wszystko mam w głowie dziwny kłębek myśli. Czy w tym miejscu coś się zmieniło na lepsze? Możliwe, bo przecież od tamtej pory minęło dziewiętnaście lat, czyli całe pokolenie. Być może niejedna młoda osoba była odbierana właśnie w tym szpitalu przez starszy personel, który teraz wprowadza młodszy w tajniki zawodu. Jedni odeszli na emerytury, inni, młodzi przyszli do pracy. Przyszli z nowym nastawieniem, że będą pomagać dzieciom przychodzić na świat. Chyba każda młoda położna przychodzi do pracy z radością i nową energią. Podobnie chyba każda młoda pielęgniarka, czy lekarz. Nigdy nie zapomnę jednego z komentarzy, jaki napisała pewna młoda położna po przeczytaniu mojego bloga. Z tego komentarza przebijała głęboka pokora. Któregoś dnia poświęcę trochę czasu, odnajdę ten komentarz i go tutaj wstawię, teraz nie mogę z braku czasu. Położna, która go napisała, przepraszała mnie za cały personel, który tak nas wtedy zawiódł, chociaż sama nie miała z tym wszystkim nic wspólnego. Z drugiej strony tak wiele się słyszy o lekceważeniu pacjentów i chamskich odzywkach, a nawet o krzykach. Podobno na medycynie wykładana jest też etyka. Skąd więc to chamstwo? Czyżby nauka poszła w las? Czy ignorowanie pacjentów przechodzi „z pokolenia na pokolenie”? Młody personel dziedziczy to podczas pracy ze starszym? Jak nowe łaty w starym dachu.
Dwa razy odbyłem taką „podróż” do tych miejsc przez Google Maps. Za każdym razem przypłaciłem to bólem brzucha. Z prawdziwym odwiedzeniem tych miejsc byłoby podobnie. Z jednej strony chciałbym tam się znaleźć, ale z drugiej wiem, że mogłoby to doprowadzić do skrajnych emocji. Rację mają ci, co omijają swoje piekło.

Drugi sierpnia

Mieliśmy słyszeć śmiech, mieliśmy widzieć radość, miały być pierwsze kroki, dzwoniący rowerek, plusk wody, echo w górach…
Gdzieś daleko, gdzie już nawet nie bywamy, nieruchomo trwa milczący kamień, którego nawet dotknąć teraz nie możemy…
Dziewiętnaście.