Stawiamy na adopcję

Leczenie niepłodności nie przynosi skutku. Nie ma nadziei. Wracamy więc do rozmów o adopcji. Wcześniej mieliśmy już kilka dłuższych okazji do wspólnych rozważań tej kwestii, ale do tej pory nie wzięliśmy się poważnie za projekt. Teraz nadszedł czas. Czas dowiedzieć się wszystkiego dokładnie, jak najwięcej.
Jest tyle zalet adopcji. Nie trzeba rodzić, bo już ktoś za nas urodził – ta myśl może wydawać się śmieszna, ale przy naszej rozrodczej przeszłości, kiedy wszystko się sprzysięgło przeciwko nam to jednak jest spora zaleta… Po drugie, albo przede wszystkim możemy dać dziecku dom, którego tak wielu dzieciom w polskich domach dziecka brakuje, otoczyć ciepłem i miłością licząc, że mu się udzieli i w przyszłości odwzajemni. Po trzecie można wybrać płeć, co w „domowym warsztacie” nie zawsze wychodzi jak by się marzyło.
Zaglądamy na różne strony internetowe – od tego zaczynamy. Dowiadujemy się krok po kroku jak to się załatwia, czyli od momentu zgłoszenia władzom swojej chęci, poprzez wszystkie etapy aż do zamieszkania razem z dzieckiem.

Zaczynamy.
Najpierw rozmowa przez telefon z przedstawicielem Urzędu Gminy. Potem spotkanie z dwiema urzędniczkami i wywiad. Złożenie zaświadczenia o niekaralności. Resztę danych w tym między innymi o braku długów w Urzędzie Skarbowym, czy gdziekolwiek indziej gmina pobiera przez internet.
W następnej kolejności należy wybrać kraj, z którego chce się dziecko, bo w Szwecji dzieci do adopcji jest tak mało, że są natychmiast rozchwytywane przeważnie przez członków rodziny a reszta dzieci idzie do rodzin zastępczych. My nie mamy wątpliwości, decydujemy się na dziecko z Polski, bo widzimy w tym wiele zalet. Wspólny język, wspólne korzenie, wspólna kultura, bliskość – nie zamierzamy kryć przed dzieckiem, że nie jesteśmy jego biologicznymi rodzicami i gdyby kiedyś chciało ich poznać, czy utrzymywać z nimi kontakt, nie ma problemu – wsiadamy w samochód i jedziemy. Jest jeszcze jedna zaleta – koszt. Przeciętna rodzina adopcyjna musi się liczyć ze wszystkimi kosztami, łącznie z kosztem pobytu za granicą tak długo, jak tego wymaga dane państwo – niektóre kraje wymagają dziewięciu miesięcy bycia z dzieckiem przed procesem adopcyjnym (żeby się rodzicom nie odwidziało). W Polsce ten okres jest krótszy. Następny koszt, który by nam odszedł to koszt tłumacza, przecież znamy polski język, wprawdzie trzeba przetłumaczyć dokumenty i do tego będzie potrzebny tłumacz przysięgły, ale z dzieckiem, jego otoczeniem, czy urzędnikami możemy się porozumieć lepiej niż szwedzi z pomocą tłumacza. Kolejna sprawa – bliskość – Polska i Szwecja to sąsiedzi, czyli wydatki na podróże są dużo mniejsze niż w przypadku któregoś z krajów Afryki, Ameryki Południowej, czy Azji… Jest jeszcze jedna, ważna zaleta – podobny wygląd, co ułatwia dziecku zaaklimatyzowanie się – tak myślę.

Wywiad. Dwie urzędniczki pytają o naszą przeszłość, wykształcenie, pracę, ekonomię – stan konta w banku, opinię w zakładach pracy, w szkole syna… Odpowiadamy na te pytania, opowiadamy o naszym synu.
Po przeprowadzonym wywiadzie na wydanie decyzji musimy poczekać. Zgodzą się, czy nie? Czekamy niecierpliwie, przecież chodzi o dziecko…

Wymagania.
Kandydat na rodzica biologicznego – brak wymagań co do wykształcenia, wieku, zdrowia, wagi zatrudnienia, zarobków, zadłużenia, zdolności kredytowej. Luzik, wystarczy mieć zdrowe to coś. Jak się to ma to trzeba się nieźle starać, żeby rodzicem nie zostać.

W przypadku kandydatów na rodziców adopcyjnych sprawa się komplikuje. Nie dość, że trzeba mieć stałą pracę i stosowne zarobki, to na dodatek wiele państw oczekuje minimum średniego wykształcenia od obojga rodziców, niektóre państwa mają swoje wytyczne co do BMI, czyli stosunku wagi ciała do wzrostu – przy czym żadnego wyjaśnienia co w przypadku ludzi uprawiających sporty siłowe i posiadających większą niż zwykle masę mięśniową, która zawyża wynik BMI. Wiele państwowych organizacji adopcyjnych jest powiązanych z tamtejszym Kościołem, więc wymaga przynależności i czynnego udziału w Kościele o podobnym charakterze.

Następnie trzeba zrobić specjalne szkolenie dla rodziców adopcyjnych – tego wymaga kraj, w którym obecnie mieszkam i pewnie cała reszta unijnych krajów. Jednocześnie można zapisać się do organizacji ułatwiającej adopcję i już „stanąć” tam w dwuletniej (może się przedłużyć) kolejce płacąc stosowną składkę. Składka nie jest mała. Wysokość składki tłumaczy się szerszą działalnością organizacji, między innymi dobroczynną.
Rodzic adopcyjny musi być bardzo cierpliwy. Cierpliwość tę wypróbowuje się stawiając rodziców we wspomnianej już kolejce, potem „ciąża” czyli wymagany przez dane państwo czas przebywania i oswajania się z dzieckiem, oczywiście w tamtym państwie. To jest dobre dla dziecka, bo łagodnie przechodzi zmianę we własnym środowisku, ale z drugiej strony to wymaga od obojga rodziców dużych poświęceń – pozostawienia na długi czas domostwa, rodziny, pracy, co wymaga dobrych układów w firmie zatrudniającej, bo nie każdy pracownik może zniknąć z pracy na przykład na 9 miesięcy. Trzeba też mieć następny zapasik pieniędzy przeznaczony na ów pobyt. Załatwienie wszystkich formalności łącznie z procesem sądowym też zabierze pewną sumę.
Jest jeszcze jedno wymaganie. Magiczna granica wieku 40 lat. O tyle tylko może być starszy rodzic od adoptowanego dziecka. My właśnie jesteśmy na tej granicy.
To skromny początek.

12 Komentarze

  1. Adopcja… również rozważaliśmy z mężem ten temat i rozmowy trwają. Boimy się tego trochę, czy damy radę, czy czujemy się na siłach. Czas pokaże, czy się zdecydujemy. Przeczytaliśmy nawet książkę „Adopcja-temat bez tajemnic”.

    Zastanawia mnie jedna kwestia. Często czytam o kosztach. Każdy pisze, że trzeba się z tym liczyć, ale mam wrażenie,że jest to temat tabu. Nigdzie nie pisze, z jakimi dokładnie kosztami trzeba się zmierzyć, na co przygotować :(

    • Niestety nie wiem jakie są koszta adopcji w Polsce. Żyjąc w Polsce jeszcze nie myśleliśmy o adopcji. Teraz w grę wchodzi adopcja „zagraniczna” a to zupełnie inna bajka. Całkowity koszt adopcji w Szwecji to 200 – 300 tysięcy koron, czyli między sto a dwieście tysięcy złotych, w zależności od tego z jakiego kraju bierze się dziecko. Jakiś czas temu miałem internetową utarczkę słowną z pewną kobietą, która utrzymywała, że adopcja nic nie kosztuje a wszystkie potrzebne „papiery” załatwiła w ciągu tygodnia. Ile w tym prawdy? Nie wiem…

    • W Polsce ubiegając się o dziecko przez publiczny ośrodek adopcyjny nie ponosi się żadnych kosztów. Bezpłatne są szkolenia, zakwalifikowanie oraz sprawa sądowa. Chyba, że są jakieś niewielkie opłaty za kopie dokumentów lub znaczki sądowe, ale to są grosze. Jeśli się decydujesz na adopcję przez prywatny ośrodek może być to płatne. W Polsce naprawdę potrzeba osób gotowych do adopcji i innej zastępczej opieki nad dziećmi, więc nie można tego obciążać kosztami. Zgłoście się do Ośrodka Adopcyjnego najbliżej miejsca zamieszkania, a uzyskacie wszelkie informacje.

  2. Zastanawiające i wkurzające są te wszystkie procedury. Mam znajomego, który adoptował kilka lat temu córkę przez ośrodek. To co Ty nazywasz ciążą (czyli adaptację już z dzieckiem), on nazywał 9 miesięczne szkolenie z udziałem innych par adopcyjnych i psychologa, nie wiem z jaką częstotliwością. Po ukończeniu szkolenia praktycznie od razu otrzymali informację, że jest możliwość adopcji dziewczynki, ok. 6 miesięcy (wyglądała na 3), po udanej operacji serca, mogą przyjechać i „ją sobie obejrzeć” czy chcą? Pojechali, Mała wyciągnęła do nich rączki, Ona wzięła ją na ręce – już wiedziała, że jej nie odda. :)
    Pozdrawiam i mam nadzieję, że nie zanudzam komentarzami, ale Twój blog wciąga tak, że parafrazując Lindę: „strasznie chce mi się z Tobą gadać”

    • A mi się to strasznie podoba, ale jak sama widzisz, zdarza mi się odpowiadać dopiero po wielu dniach. Ale pisz…….. to miłe :)
      Fajnie, że Twojemu znajomemu tak się udało. Co kraj, to obyczaj – wszędzie jest inaczej i inaczej kosztuje :)

  3. Te wszystkie formalności i wymagania przerażają mnie. Także z mężem bardzo poważnie myślimy o adopcji jednak póki co nie mamy nawet odpowiedniego stażu małżeńskiego… Z jednej strony rozumiem niektóre procedury z drugiej pewne wymagania wydają mi się oderwane od rzeczywistości…

    • Uwierz Hania, że Wy w Polsce i tak macie dużo łatwiej :) Ale masz rację, niektóre rzeczywiście są oderwane od rzeczywistości.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.